Włamał się do samochodu i ukradł tablet, ale nie znał kodu PIN. Postanowił więc spróbować szczęścia, wpisując kolejne kombinacje. Nie wiedział, że urządzenie po nieudanych próbach odblokowania robi mu zdjęcia i automatycznie wysyła je właścicielowi. W efekcie policja otrzymała gotowe fotografie podejrzanego, a sprawa szybko stała się internetowym hitem. Bohaterem tej historii jest pewien poznaniak, który w 2017 roku przekonał się, że czasami elektronika potrafi być znacznie sprytniejsza od złodzieja.

Wszystko zaczęło się 22 lipca 2017 roku na poznańskim Grunwaldzie. Nieznany wówczas mężczyzna włamał się do zaparkowanego samochodu i ukradł z niego między innymi tablet. Zapewne liczył na to, że zdobyty sprzęt uda się odblokować, wykorzystać lub sprzedać. Problem w tym, że urządzenie było zabezpieczone kodem, którego sprawca oczywiście nie znał. Nie zniechęciło go to jednak do podejmowania kolejnych prób.

Pech chciał, że skradziony tablet miał zainstalowaną funkcję Capture Cam, która po nieudanych próbach odblokowania uruchamiała aparat i fotografowała osobę korzystającą z urządzenia. Zdjęcia były następnie automatycznie przesyłane na adres e-mail właściciela. Innymi słowy, podczas gdy złodziej usiłował dostać się do zawartości tabletu, tablet spokojnie dokumentował jego twarz i donosił właścicielowi, kto próbuje złamać zabezpieczenia. Trudno o bardziej jednostronną współpracę człowieka z technologią.

Oryginalny email z Capture Cam.

Policja szukała „mistrza selfie”

Właściciel otrzymał fotografie i przekazał je poznańskiej policji. Funkcjonariusze z komisariatu na Grunwaldzie postanowili wykorzystać materiał do ustalenia tożsamości sprawcy. 23 sierpnia opublikowali jego wizerunek, zwracając się do mieszkańców o pomoc w rozpoznaniu mężczyzny. Zdjęcia błyskawicznie zainteresowały media, a cała sprawa stała się internetowym przebojem. Trudno się dziwić, skoro złodziej osobiście, choć zupełnie nieświadomie, przygotował policjantom materiał do własnych poszukiwań.

Co ciekawe, poczucia humoru nie zabrakło również funkcjonariuszom. Na policyjnym Facebooku pojawił się komentarz: „Pomóżcie nam znaleźć tego mistrza selfie, bo ze śmiechu nie jesteśmy w stanie…”. W tym przypadku oficjalny apel o pomoc w poszukiwaniach rzeczywiście mógł przypominać internetowy żart. Tyle że zamiast mema przedstawiał autentyczne fotografie mężczyzny wykonane przez skradziony sprzęt.

Publikacja przyniosła oczekiwany rezultat. Mieszkańcy Poznania zaczęli rozpoznawać mężczyznę ze zdjęć i przekazywać informacje policjantom. Funkcjonariusze ustalili jego tożsamość oraz adres zamieszkania, jednak nie zastali go w domu. Rozpoczęli więc dalsze poszukiwania. Jak się później okazało, sprawa rozwiązała się w dość nieoczekiwany sposób.

Złodziej sam pojawił się na komisariacie

25 sierpnia 2017 roku poszukiwany mężczyzna przyszedł do Komisariatu Policji Poznań – Stare Miasto. Nie zjawił się tam jednak z powodu opublikowanych fotografii ani po to, żeby przyznać się do kradzieży. Miał wcześniej orzeczony dozór policyjny w innej sprawie, w ramach którego był zobowiązany regularnie zgłaszać się na komisariat. Wykonywał więc nałożony na niego obowiązek, nie wiedząc, że funkcjonariusze poszukują go już w związku z kradzieżą tabletu.

Podczas wizyty został rozpoznany na podstawie opublikowanych wcześniej fotografii i zatrzymany. Następnie przekazano go policjantom z Grunwaldu, którzy prowadzili postępowanie. Mężczyzna usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem, do którego się przyznał. Groziło mu do 10 lat pozbawienia wolności. Po przesłuchaniu został zwolniony, a sprawa miała trafić do sądu.

Cała historia pokazuje, jak skutecznie technologia może pokrzyżować plany nawet niezbyt wymagającemu intelektualnie przestępcy. Złodziej nie zdołał odblokować tabletu, za to bez problemu odblokował policji drogę do ustalenia własnej tożsamości. Gdy funkcjonariusze opublikowali wykonane przez urządzenie fotografie, wystarczyła pomoc mieszkańców, żeby dowiedzieć się, kogo szukają.

Największym przeciwnikiem naszego poznańskiego asa nie okazała się policja, monitoring ani przypadkowi świadkowie, lecz tablet, który zwyczajnie nie chciał współpracować z nowym „właścicielem”. Zamiast dać się odblokować, urządzenie przygotowało dokumentację fotograficzną i wysłało ją do prawowitego posiadacza.

Można więc powiedzieć, że złodziej wyniósł z samochodu sprzęt elektroniczny, ale sprzęt wyniósł na niego dowody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *