Czasem trafiamy na materiały, które po prostu trzeba pokazać Czytelnikom. Nie dlatego, że wydarzyło się właśnie coś przełomowego. Nie dlatego, że mamy do przekazania pilne ostrzeżenie. Po prostu dlatego, że internet od czasu do czasu podsuwa człowiekowi coś, przy czym trudno się nie uśmiechnąć. I właśnie w tej kategorii znalazł się przygotowany przez podkarpacką Policję spot dotyczący sztucznej inteligencji i cyberprzemocy.
Od razu zaznaczmy jedno: temat jest poważny. Wykorzystywanie AI do tworzenia fałszywych, kompromitujących czy seksualizowanych materiałów z udziałem prawdziwych osób może wyrządzić ogromną krzywdę. Cyberprzemoc wśród młodzieży również nie jest żadnym powodem do żartów. Uśmiechamy się więc nie z problemu, tylko z formy, w jakiej postanowiono o nim opowiedzieć. A forma jest… wyjątkowo policyjno-szkolna.
Maja, sztuczna inteligencja i lekcja wychowawcza
Spot powstał przy współpracy Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, Zespołu Szkół w Tyczynie oraz uczniów klas o profilu mundurowym. Jego bohaterką jest Maja, której wizerunek zostaje wykorzystany do stworzenia fałszywego materiału za pomocą sztucznej inteligencji.
Później rusza mechanizm doskonale znany każdemu, kto choć raz widział, jak funkcjonuje szkolna czy internetowa plotka. Ktoś dostaje materiał. Ktoś wysyła dalej. Ktoś się śmieje. Kolejna osoba pokazuje go znajomym. W krótkim czasie coś, co nigdy się nie wydarzyło, zaczyna żyć własnym życiem.
I dokładnie tutaj spot przekazuje swoją najważniejszą myśl: sztuczna inteligencja może stworzyć fałszywy obraz, ale prawdziwą krzywdę powodują ludzie.
To akurat bardzo celne.
AI nie ma grupy klasowej na Messengerze
Sztuczna inteligencja sama z siebie nie wpada na pomysł, żeby upokorzyć koleżankę ze szkoły. Nie pisze też na grupie „patrzcie XD”, nie pokazuje zdjęcia na przerwie i nie wysyła go pięciu kolejnym osobom. Potrzebuje człowieka.
Nowoczesna technologia zmieniła przede wszystkim skalę i dostępność takich działań. Jeszcze kilka lat temu stworzenie realistycznego fotomontażu wymagało przynajmniej podstawowej znajomości programów graficznych. Dzisiaj coraz częściej wystarczy zdjęcie, odpowiednie narzędzie i kilka zdań wpisanych w okienko. To, co dawniej wymagało Photoshopa, odrobiny talentu i trochę czasu, zaczyna sprowadzać się do kilku kliknięć. Ludzka głupota otrzymała więc po prostu zdecydowanie lepsze narzędzia.
I tutaj trudno nie przyznać policji racji: problemem nie jest wyłącznie samo AI. Problem zaczyna się wtedy, kiedy po drugiej stronie monitora siedzi ktoś, kto uzna, że właśnie znalazł świetny pomysł na żart.
I wtedy wchodzi Policja. Cała na edukacyjno
O ile sam przekaz jest sensowny, o tyle sposób jego podania ma w sobie wszystko, czego można oczekiwać od klasycznego filmu profilaktycznego. Jest poważnie, jest dramatycznie, jest morał i jest wyraźnie zaznaczone, co autor miał na myśli. Brakuje właściwie tylko telewizora na metalowym stojaku wjeżdżającego do sali lekcyjnej oraz nauczyciela mówiącego: „Dzisiaj zamiast normalnej lekcji obejrzymy film”. Jeżeli ktoś wychował się na materiałach edukacyjnych pokazywanych w szkołach w latach 90. i 2000., może wręcz poczuć delikatną nostalgię.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że twórcy takich kampanii stoją przed zadaniem praktycznie niewykonalnym. Kiedy instytucja publiczna próbuje być przesadnie poważna, młodzież przewraca oczami. Kiedy próbuje mówić slangiem młodzieżowym, efekt potrafi być jeszcze bardziej spektakularny. „Siema młodzi, AI jest totalnie sus, nie róbcie deepfake’ów, bo to cringe” prawdopodobnie byłoby jednak gorsze. Dlatego może tradycyjna forma policyjnego filmu edukacyjnego nie jest najgorszym możliwym rozwiązaniem.
„Ja tylko wysłałem dalej”
Spot zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz, która w przypadku cyberprzemocy często umyka: odpowiedzialność nie kończy się na osobie, która stworzyła fałszywy materiał. Bez kolejnych osób przesyłających go dalej kompromitujące zdjęcie może obejrzeć kilka osób. Z ich pomocą może zobaczyć je kilkaset albo kilka tysięcy. „Ja tylko wysłałem” brzmi niewinnie, ale właśnie z tysięcy takich „tylko wysłałem” powstaje internetowy lincz.
Ten mechanizm znamy zresztą nie tylko z cyberprzemocy. W identyczny sposób rozprzestrzeniają się fałszywe informacje, oszustwa, zmanipulowane filmy, fałszywe zbiórki czy sensacyjne wiadomości. Najpotężniejszym algorytmem dystrybucji w internecie nadal potrafi być człowiek, który przed sprawdzeniem informacji zdąży już kliknąć „udostępnij”.
Śmiejemy się ze spotu, nie z problemu
I chyba właśnie tak warto ten materiał oglądać. Z lekkim uśmiechem do jego formy, ale już całkiem poważnie do przesłania. Generatywna sztuczna inteligencja daje możliwości, których jeszcze kilka lat temu przeciętny internauta zwyczajnie nie miał. Fałszywe zdjęcie może wyglądać realistycznie, głos można podrobić, twarz można przenieść do filmu, który nigdy nie powstał, a stworzenie kompromitującego materiału może zająć kilka minut. Dla osoby dorosłej taki materiał może oznaczać problemy zawodowe, rodzinne czy wizerunkowe. Dla nastolatka, którego życie społeczne często koncentruje się wokół szkoły i grupy rówieśniczej, konsekwencje mogą być szczególnie dotkliwe.
Dlatego, choć spot podkarpackiej Policji może wywołać uśmiech i ma w sobie sporo uroku klasycznej szkolnej profilaktyki, sam komunikat warto zapamiętać. Sztuczna inteligencja może stworzyć fałszywy obraz, ale nadal potrzeba człowieka, żeby zrobić z niego komuś prawdziwe piekło. A jeśli przy okazji obejrzenia tego materiału trochę się uśmiechniecie – spokojnie. My też dlatego postanowiliśmy wam go przypomnieć.

