Prokuratura zabezpiecza dokumenty fundacji powiązanych z politykami, estoński syndyk analizuje tysiące wiadomości od wierzycieli, a dziennikarze opisują kolejne transfery z portfela wcześniej zasilanego przez Zondacrypto. Ostatnie dni października przyniosły ważne informacje w sprawie upadłej giełdy, ale nie odpowiedź na pytanie najważniejsze dla poszkodowanych: kiedy i jaką część swoich pieniędzy odzyskają. Przesłuchanie Przemysława Wiplera w charakterze świadka oraz badanie dokumentacji fundacji to nowe czynności śledcze, nie rozstrzygnięcie o ich odpowiedzialności. Podobnie zabezpieczony majątek nie jest jeszcze pulą gotówki przeznaczoną do podziału między klientów.

Sprawa Zondacrypto toczy się równolegle na kilku płaszczyznach. W Polsce prokuratorzy badają działalność giełdy, przepływy pieniędzy i kryptowalut oraz powiązane wątki karne. W Estonii trwa postępowanie upadłościowe jej operatora, spółki BB Trade Estonia OÜ, którego celem jest ustalenie majątku i wierzytelności. Dla klientów oba postępowania są istotne, ale nie są zamienne: zgłoszenie przestępstwa polskim organom ścigania nie zastępuje zgłoszenia wierzytelności estońskiemu syndykowi.

Prokuratura bada pieniądze przekazywane fundacjom związanym z politykami

30 października 2026 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości przeprowadzili czynności na polecenie Zespołu Śledczego nr 4 Prokuratury Krajowej. Dotyczyły Fundacji Dobry Rząd, związanej z Przemysławem Wiplerem, oraz Fundacji Instytut Polski Suwerennej, związanej ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry. Śledczy chcieli zabezpieczyć dokumentację po uzyskaniu informacji, że do obu podmiotów trafiały środki finansowe z giełdy Zondacrypto.

Według komunikatu prokuratury w Fundacji Dobry Rząd zabezpieczono dokumentację finansową i raporty z działalności. W przypadku drugiej fundacji ustalono, że wskazany adres służył wyłącznie do korespondencji. Członek jej zarządu stawił się następnie w łódzkim zarządzie CBZC, został przesłuchany jako świadek i przekazał dokumenty. W charakterze świadka przesłuchano również Przemysława Wiplera, pytając go o okoliczności otrzymywania pieniędzy z giełdy. Prokuratura zapowiedziała analizę zgromadzonych materiałów.

Prokuratura Krajowa poinformowała 30 października o zabezpieczeniu dokumentacji dotyczącej środków przekazywanych fundacjom. Źródło grafiki: Prokuratura Krajowa.

Znaczenie tych działań wykracza poza sam fakt pojawienia się funkcjonariuszy w określonych miejscach. Dokumentacja może pozwolić ustalić, kto przekazywał pieniądze, na jakiej podstawie, jakie świadczenia miały im odpowiadać i na co zostały wydane. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” żądanie wydania rzeczy obejmowało między innymi korespondencję, negocjowanie i realizację umów oraz dokumenty dotyczące współpracy z podmiotami należącymi do Przemysława Krala. Samo pozyskanie tych materiałów nie przesądza jednak, co wykaże ich analiza.

Wipler kwestionuje opis czynności. Co mówi druga strona?

Przemysław Wipler w rozmowie z „Faktem” zakwestionował przedstawianie działań funkcjonariuszy jako przeszukania. Według jego relacji policjanci przyszli z postanowieniem o wydaniu dokumentów i otrzymali materiały, które fundacja już wcześniej przekazywała innym instytucjom państwowym. Poseł stwierdził także, że sprawa została politycznie wykorzystana. Jest to stanowisko Wiplera, które należy odróżnić od oficjalnego komunikatu prokuratury opisującego czynności w Fundacji Dobry Rząd jako przeszukanie.

O dobrowolnym przekazaniu dokumentacji mówił również Piotr Cieplucha z zarządu Fundacji Instytut Polski Suwerennej. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” wskazał, że funkcjonariuszom udostępniono dokumenty papierowe i nośniki elektroniczne. Niezależnie od sporu o proceduralne określenie tych czynności, obie relacje potwierdzają najważniejszy fakt: śledczy uzyskali materiały dotyczące finansowania i działalności fundacji.

Na tym etapie nie ma podstaw, aby sam przepływ pieniędzy przedstawiać jako dowód przestępstwa albo przesłuchanie świadka utożsamiać z postawieniem zarzutów. Pytania o pochodzenie środków i rzeczywisty charakter współpracy są uzasadnione, ale odpowiedzi muszą wynikać z dowodów, nie z politycznych sympatii. Najnowszy komunikat prokuratury informuje o gromadzeniu materiału do dalszej oceny, a nie o zakończeniu tego wątku śledztwa.

Do sprawy dołączany jest również wątek rozliczeń związanych z PKOl

Kolejnym nowym elementem są doniesienia o połączeniu ze śledztwem dotyczącym Zondacrypto postępowania prowadzonego wcześniej przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku. Dotyczy ono rozliczeń związanych z Polskim Komitetem Olimpijskim i firmami powiązanymi z Radosławem Piesiewiczem. Decyzję o połączeniu spraw potwierdziła rzeczniczka prokuratora generalnego Anna Adamiak, której wypowiedź przytoczono w publikacjach opartych na ustaleniach TVN24.

Według tych doniesień śledczy badają między innymi faktury za usługi, których rzeczywiste wykonanie jest kwestionowane. Nie należy jednak zamieniać informacji o rozszerzeniu postępowania w stwierdzenie, że wszystkie opisywane przestępstwa zostały już udowodnione albo że nowe zarzuty zostały przedstawione. Dla czytelników istotne jest przede wszystkim to, że postępowanie obejmuje coraz więcej powiązanych relacji finansowych. Nie każda badana kwota musi przy tym oznaczać bezpośrednią stratę klientów giełdy.

125 mln zł zabezpieczonego majątku. Dlaczego nie oznacza to wypłat dla klientów?

W komunikacie z 23 października Prokuratura Krajowa podała, że wartość dotychczasowych zabezpieczeń majątkowych w postępowaniu wynosi około 125 mln zł. Jednocześnie zastrzegła, że część aktywów dotyczy innych wątków i nie pochodzi z korzyści uzyskanych kosztem klientów Zondacrypto. Nie wszystkie te składniki mogą więc zostać przeznaczone na zaspokojenie ich roszczeń. To zastrzeżenie ma zasadnicze znaczenie i nie powinno ginąć za nagłówkiem o odzyskanych milionach.

Tego samego dnia poinformowano o zabezpieczeniu 11 luksusowych samochodów o szacunkowej wartości około 4 mln zł, należących do podejrzanej w śledztwie obejmującym działalność giełdy i zaginięcie Sylwestra Suszka. Komunikat nie daje podstaw do prostego dodania tej kwoty do 125 mln zł i ogłoszenia nowej sumy dostępnej dla poszkodowanych. Opisuje zabezpieczenie pojazdów, nie ich sprzedaż ani wypłatę uzyskanych pieniędzy wierzycielom.

Z perspektywy klientów trzeba zatem odróżniać odnalezienie majątku, jego prawne zabezpieczenie i rzeczywistą możliwość przeznaczenia go na zwroty. Te etapy nie następują automatycznie jeden po drugim. W tym konkretnym postępowaniu sama prokuratura wskazuje, że znaczenie ma związek aktywów z poszczególnymi wątkami sprawy. Nie ma więc podstaw do wyliczania przewidywanego procentu odzyskania pieniędzy wyłącznie na podstawie ogłoszonej wartości zabezpieczeń.

Syndyk poszukuje majątku, ale potrzebuje także pieniędzy na prowadzenie upadłości

Skalę praktycznych trudności pokazują ustalenia Money.pl z 23 października. Według dziennikarskiej relacji syndyk Margus Lentsius wyłożył już około 7 tys. euro własnych środków na prowadzenie postępowania, a na następne pół roku potrzebował około 70 tys. euro, przede wszystkim na zagranicznych pełnomocników. Poszukiwanie majątku wymaga bowiem działań w różnych państwach, analizowania dokumentów i podejmowania odpowiednich czynności prawnych.

Przedstawiciele wierzycieli zabiegali o możliwość sfinansowania części tych działań ze środków zabezpieczonych w Polsce. Rzeczniczka prokuratora generalnego przekazała jednak Money.pl, że prokuratura nie przekaże syndykowi pieniędzy w proponowany sposób. Rozmowy dotyczyły natomiast współpracy i wymiany informacji. Powstaje zatem problem praktyczny: nawet ustalenie, gdzie znajduje się majątek, nie oznacza jeszcze, że syndyk dysponuje środkami i dokumentami pozwalającymi szybko go odzyskać.

Dla poszkodowanych ważniejsze od samej deklaracji współpracy będą jej rezultaty: dostęp do materiałów potrzebnych do weryfikacji roszczeń, ustalenie tytułów prawnych do aktywów i skuteczne działania zmierzające do ich odzyskania. Ustalenia Money.pl pokazują, że trudności dotyczą nie tylko odnalezienia pieniędzy, lecz także organizacji i finansowania całego procesu.

Ponad 7 tys. e-maili jednego dnia. Pełny bilans roszczeń nadal nie jest znany

27 października upłynął podstawowy termin zgłaszania wierzytelności wobec BB Trade Estonia. Następnego dnia syndyk przekazał PAP, że tylko w ostatnim dniu otrzymał ponad 7 tys. wiadomości e-mail związanych ze sprawą. Zdecydowana większość dotychczas rozpatrzonych roszczeń pochodziła od polskich obywateli lub przedsiębiorstw. Jednocześnie zaznaczył, że dopiero po analizie korespondencji będzie można ustalić liczbę wierzycieli i łączną wartość zgłoszeń.

Siedem tysięcy e-maili nie oznacza siedmiu tysięcy nowych poszkodowanych. W korespondencji znajdują się duplikaty, pytania i wiadomości wymagające uzupełnienia. Syndyk zapowiedział weryfikację zgłoszeń, zwracanie się o brakujące informacje i przygotowanie wstępnej listy wierzycieli. Dlatego nie należy przedstawiać wcześniejszych, częściowych zestawień jako ostatecznego bilansu upadłości.

Podobna ostrożność dotyczy historycznej kwoty co najmniej 350 mln zł szkody, wskazanej przez prokuraturę przy wszczęciu śledztwa w kwietniu. Była to informacja o stanie ustaleń na tamtym etapie, a nie zamknięte rozliczenie na koniec października. Liczba zawiadomień karnych, liczba wierzycieli upadłej spółki i ostatecznie uznana wartość ich roszczeń to odrębne wielkości, których nie należy używać zamiennie.

Termin minął. Czy spóźnieni klienci nie mogą już zgłosić roszczeń?

Ogłoszenie upadłości BB Trade Estonia nastąpiło 27 sierpnia 2026 roku na mocy orzeczenia sądu okręgu Harju w Tallinnie. Oficjalne obwieszczenie przewidywało dwa miesiące na zgłoszenie syndykowi wierzytelności powstałych przed upadłością. Jednocześnie wskazywało, że wierzytelności zgłoszone po terminie, ale uznane, podlegają zaspokojeniu w ostatniej kolejności. Upływ terminu nie jest więc równoznaczny z automatyczną niemożnością złożenia jakiegokolwiek zgłoszenia.

Nie oznacza to jednak, że opóźnienie jest obojętne. W rozmowie z PAP syndyk potwierdził przyjmowanie późniejszych roszczeń, ale ocenił szanse na ich znaczące zaspokojenie jako niewielkie przy obecnym stanie postępowania. Osoby, które nie zdążyły albo otrzymały wezwanie do uzupełnienia dokumentów, powinny zweryfikować swoją sytuację bezpośrednio u syndyka lub u pełnomocnika znającego estońskie postępowanie upadłościowe. Nie należy zakładać ani gwarantowanego zwrotu, ani automatycznej utraty wszystkich możliwości działania.

Z portfela zasilanego przez Zondacrypto nadal wypływają kryptowaluty

Osobny, istotny wątek opisało 29 października Money.pl. Według ustaleń redakcji z portfela wcześniej zasilanego przez Zondacrypto przesłano 8 tys. XRP, wówczas wycenianych na około 41 tys. zł, na adres identyfikowany jako powiązany z giełdą KuCoin. Po transferze pozostawało tam około 1,1 mln XRP, o wartości szacowanej w publikacji na 5,6 mln zł. Są to wyceny z dnia materiału, a nie stała wartość aktywów.

Dziennikarze wskazali, że Zondacrypto finansowała uruchomienie portfela i przez ponad dwa lata zasilała go kryptowalutami. Nie ustalono jednak publicznie, kto nim zarządza ani czy zgromadzone aktywa należą do upadłej BB Trade Estonia. Sama historia transakcji nie pozwala więc przypisać konkretnej osobie wyprowadzania majątku ani stwierdzić naruszenia decyzji sądu. To ważny trop wymagający wyjaśnienia, nie gotowy dowód odpowiedzialności wskazanego sprawcy. Money.pl skierowało pytania do syndyka, prokuratury i KuCoin.

W tej części sprawy szczególnie wyraźnie widać różnicę między obserwowaniem przepływu aktywów a ustaleniem ich właściciela. Publiczny zapis transferu może pokazać, że środki zostały przemieszczone, ale nie rozstrzyga wszystkich pytań dotyczących osoby zlecającej operację i podstawy prawnej transakcji. Właśnie takich informacji brakuje w opisanym przypadku.

To nie tylko sprawa niewykonanych wypłat. Co obejmuje śledztwo?

Śledztwo wszczęte 17 kwietnia 2026 roku dotyczyło podejrzenia wprowadzania klientów w błąd co do możliwości kupowania i przechowywania walut tradycyjnych oraz kryptowalut. Prokuratura badała również czynności mogące utrudniać ustalenie przestępnego pochodzenia środków. W pierwotnym komunikacie wskazano także na informację o braku dostępu do portfela zawierającego około 4500 BTC, która miała nie być wcześniej ujawniona klientom. Był to element opisu przedmiotu śledztwa, nie sądowe ustalenie odpowiedzialności wszystkich osób związanych z giełdą.

Od 1 października postępowanie prowadzi specjalny zespół w Prokuraturze Krajowej. Jego zakres obejmuje działalność osób i podmiotów związanych z giełdą, przepływy pieniędzy i kryptoaktywów oraz okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka. To wyjaśnia, dlaczego w kolejnych komunikatach pojawiają się różne rodzaje majątku, relacje biznesowe i odrębne grupy podejrzeń. Nie każda czynność dotyczy bezpośrednio tego samego zdarzenia lub tej samej grupy pokrzywdzonych.

Z punktu widzenia klientów najważniejsze pozostaje powiązanie tych ustaleń z konkretnymi roszczeniami. Rozbudowywanie śledztwa może dostarczać nowych dowodów, ale samo pojawienie się kolejnego nazwiska, fundacji czy spółki nie oznacza jeszcze zwiększenia kwoty, którą będzie można zwrócić poszkodowanym. Warto oceniać rozwój sprawy przez pryzmat udokumentowanych przepływów i realnych możliwości odzyskania aktywów, a nie wyłącznie liczby medialnych wątków.

Gdzie obecnie kierować zawiadomienia i dokumenty?

Prokuratura Krajowa opublikowała 19 października aktualne informacje dla pokrzywdzonych. Postępowanie prowadzone jest pod sygnaturą 1001-25.Ds.1.2026. Nową korespondencję, w tym zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, należy kierować do Prokuratury Krajowej – Zespołu Śledczego nr 4, ul. Postępu 3, 02-676 Warszawa, podając tę sygnaturę oraz aktualne dane kontaktowe.

Wcześniejsze zawiadomienia złożone w Katowicach lub lokalnych jednostkach policji i prokuratury mają zostać włączone do akt. Zmiana jednostki prowadzącej sprawę nie oznacza konieczności ponownego składania identycznego zawiadomienia wyłącznie z tego powodu. Prokuratura wyjaśnia, że czynności są wykonywane etapowo, między innymi z uwagi na liczbę zgłoszeń i konieczność indywidualnego ustalenia strat w walutach tradycyjnych i kryptowalutach.

Warto zachować całą dostępną dokumentację: historię transakcji, potwierdzenia przelewów, wcześniejsze zrzuty salda, korespondencję z giełdą oraz informacje o niewykonanych wypłatach. Podobne zalecenia publikowało CBZC. Nie należy przy tym zakładać, że dostęp do dawnych danych w panelu giełdy będzie zawsze możliwy – znaczenie mają również materiały już zapisane na własnym urządzeniu lub w skrzynce pocztowej.

Oszuści ponownie uderzają w poszkodowanych. „Odzyskamy pieniądze z Zondacrypto”

Długie oczekiwanie na rozstrzygnięcia i niepewność dotycząca wypłat tworzą warunki do kolejnych oszustw. CBZC już w kwietniu ostrzegało przed kampanią wymierzoną w osoby poszkodowane w sprawie Zondacrypto. Sprawcy publikowali fałszywe materiały, w tym filmy z wizerunkami generowanymi przez AI, obiecując natychmiastowe odzyskanie zablokowanych aktywów. Podszywali się także pod ekspertów i instytucje, próbując wyłudzić kolejne wpłaty.

Ministerstwo Cyfryzacji i CSIRT KNF opisały również kampanię, w której ofiary otrzymywały rzekome dokumenty dotyczące odzyskiwania środków. Elementem ataku był plik „DocuSignSetup_win_x64.exe”, przedstawiany w kontekście elektronicznego podpisania dokumentacji. Było to złośliwe oprogramowanie, a nie narzędzie wymagane przez syndyka czy organy ścigania. To historyczne ostrzeżenie o rzeczywiście zidentyfikowanej kampanii, nie informacja o nowym ataku wykrytym 31 października.

Archiwalny przykład oszukańczej wiadomości opublikowany przez Ministerstwo Cyfryzacji. Dokument pozorował procedurę odzyskiwania aktywów i rejestracji roszczeń. Widoczny w nim termin nie jest terminem z estońskiego postępowania upadłościowego.

Nowe informacje o zabezpieczeniach majątkowych mogą zostać wykorzystane do uwiarygodnienia podobnych wiadomości. Szczególną ostrożność powinny wzbudzać żądania wpłacenia „opłaty odblokowującej”, zainstalowania programu albo przekazania poufnych danych dostępowych. CBZC wyraźnie zaznacza, że policja i prokuratura nie kontaktują się z obywatelami w celu pobierania wpłat na poczet odzyskania skradzionych środków. Autentyczność korespondencji należy sprawdzać niezależnym kanałem, a nie pod numerem lub adresem wskazanym przez nieznanego nadawcę.

Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: ile odzyskają klienci?

Pod koniec października w sprawie Zondacrypto widać konkretne działania: pozyskiwanie dokumentacji, badanie nowych relacji finansowych, zabezpieczanie majątku i analizę zgłoszeń wierzycieli. Nie ma jednak podstaw do przedstawienia wiarygodnego terminu wypłat ani procentu środków, które otrzyma przeciętny poszkodowany. Syndyk nadal weryfikuje roszczenia, a prokuratura zastrzega, że nie cały zabezpieczony majątek może posłużyć klientom giełdy.

Dlatego każda kolejna informacja powinna być oceniana według prostego kryterium: czy przybliża ustalenie odpowiedzialności i odzyskanie pieniędzy, czy jedynie wzbudza zainteresowanie. Przesłuchanie świadka nie jest skazaniem, zabezpieczenie aktywów nie jest wypłatą, a trop dotyczący portfela kryptowalutowego nie zastępuje ustalenia, do kogo należą przechowywane w nim środki.

Poszkodowani potrzebują nie tylko kolejnych nazwisk i kwot w nagłówkach, lecz także jasnych informacji o swoich roszczeniach, realnym majątku do odzyskania i kolejnych etapach postępowania. Dopóki nie będzie tych danych, uczciwa relacja ze sprawy musi oddzielać postępy śledztwa od obietnic zwrotu pieniędzy. Takich obietnic na obecnym etapie nie powinien składać ani komentator, ani pośrednik oferujący „pomoc” za dodatkową opłatą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *