Fundusz zasilany między innymi pieniędzmi pochodzącymi z kar nakładanych na instytucje finansowe ma służyć edukacji Polaków i zwiększaniu ich bezpieczeństwa finansowego. Brzmi logicznie – sektor popełnia błędy, regulator nakłada sankcje, a część pieniędzy jest później przeznaczana na edukację konsumentów. Problem zaczyna się wtedy, gdy okazuje się, że jednym z największych beneficjentów tych środków jest fundacja powołana przez środowisko bankowe i nadal w znacznym stopniu finansowana przez podmioty działające w tym sektorze.

Jak ustalił money.pl, Fundacja Warszawski Instytut Bankowości w latach 2024-2026 otrzymała cztery dotacje z Funduszu Edukacji Finansowej o łącznej wartości 14 582 010,05 zł. To szczególnie ciekawa sytuacja, ponieważ fundusz jest zasilany między innymi karami nakładanymi na uczestników rynku finansowego, w tym banki. Nie oznacza to oczywiście, że konkretna kara nałożona na konkretny bank została następnie przekazana fundacji związanej z tym bankiem. Pieniądze trafiają do wspólnego państwowego funduszu. Trudno jednak nie dostrzec przewrotności całego mechanizmu: sektor finansowy płaci kary, a następnie instytucja wywodząca się z tego samego sektora otrzymuje miliony złotych na edukowanie konsumentów.

Prawie 12 mln zł na platformę, która ma ostrzegać także przed oszustwami

Największa dotacja wynosi 11 674 539,35 zł. Za te pieniądze Warszawski Instytut Bankowości ma rozwijać i utrzymywać platformę edukacji finansowej Ministerstwa Finansów w latach 2026-2029. Serwis ma być centralnym miejscem, w którym Polacy znajdą informacje dotyczące między innymi zarządzania domowym budżetem, oszczędzania, inwestowania, zadłużenia oraz bezpiecznego korzystania z produktów finansowych.

Z naszej perspektywy szczególnie interesujący jest jeszcze jeden element projektu. Platforma ma również edukować w zakresie oszustw finansowych i cyberprzestępczości. To obszar, w którym niezależność materiałów ma wyjątkowo duże znaczenie. Współczesne oszustwa coraz częściej wykorzystują właśnie infrastrukturę finansową – rachunki bankowe, karty, szybkie przelewy, aplikacje mobilne czy mechanizmy autoryzacyjne. Edukacja nie może więc sprowadzać się jedynie do przekazu, że klient powinien uważać, nie podawać kodu BLIK i nie klikać podejrzanych linków. Powinna również tłumaczyć, jakie obowiązki mają banki, jak działają systemy bezpieczeństwa, kiedy instytucja finansowa może odpowiadać za nieautoryzowaną transakcję i jakie prawa ma konsument.

Właśnie dlatego pytanie o niezależność twórców takich materiałów nie jest drobnym szczegółem. Jeżeli państwo tworzy platformę, która ma uchodzić za neutralne źródło wiedzy, odbiorca powinien mieć pewność, że prezentowane na niej informacje nie będą podporządkowane interesom jakiejkolwiek części rynku – niezależnie od tego, czy chodzi o banki, firmy pożyczkowe, ubezpieczycieli, fintechy czy organizacje konsumenckie.

Fundacja związana z bankami

Warszawski Instytut Bankowości nie jest przypadkową organizacją pozarządową, która akurat zajmuje się edukacją ekonomiczną. Fundacja została utworzona w 1993 roku z inicjatywy Związku Banków Polskich i banków-fundatorów, a związki ze środowiskiem bankowym pozostają widoczne również dziś. Według informacji przekazanych money.pl w ostatnich latach około 45 proc. budżetu WIB pochodziło łącznie od ponad 100 podmiotów sektora bankowego.

Jednocześnie fundacja od lat prowadzi szeroko zakrojone programy edukacyjne, również dotyczące cyberbezpieczeństwa, i posiada w tym zakresie doświadczenie, którego nie można ignorować. Sam fakt powiązań z bankami nie dowodzi więc, że przygotowywane materiały są nierzetelne czy stronnicze. Tworzy jednak sytuację, która powinna wymagać szczególnie wysokiego poziomu transparentności. W edukacji finansowej równie ważne jak rzeczywista niezależność jest bowiem zaufanie odbiorców do tej niezależności.

WIB deklaruje, że neutralność materiałów jest jednym z podstawowych standardów jego działalności. Fundacja zapewnia również, że ogranicza udział przedstawicieli sektora bankowego w bezpośrednim tworzeniu treści, wykorzystuje recenzje naukowe i dydaktyczne, a materiały przygotowywane dla państwowej platformy wymagają akceptacji Ministerstwa Finansów. To istotne zabezpieczenia. Nie powodują jednak, że pytania dotyczące potencjalnego konfliktu interesów przestają być zasadne.

Cztery dotacje i ponad 14,5 mln zł

Platforma edukacyjna nie jest jedynym przedsięwzięciem finansowanym ze środków Funduszu Edukacji Finansowej. WIB otrzymał również 2 323 750 zł na opracowanie materiałów z zakresu edukacji finansowej dla uczniów klas IV-VIII szkół podstawowych. Materiały mają trafić do około 14 tys. szkół.

Kolejne dwa dofinansowania były znacznie mniejsze, ale wzbudzają uwagę z innego powodu. Przyznano je bez przeprowadzania otwartego konkursu. W 2024 roku WIB otrzymał 339 236,20 zł na projekt dotyczący regionalnego forum edukacji ekonomicznej, a rok później 244 484,50 zł na projekt „Bakcyl”. Łącznie w tym trybie przyznano więc ponad 583 tys. zł.

Prawo dopuszcza takie finansowanie. W uzasadnionych przypadkach minister może przyznać środki na przedsięwzięcia, które nie są objęte ogłoszonym programem, bez konkursu lub otwartego naboru. Fundacja zwraca jednocześnie uwagę, że realizacja projektów w tym trybie wymaga co najmniej 50-procentowego wkładu własnego, a ponad 90 proc. wartości wszystkich przyznanych jej środków pochodzi z otwartych konkursów.

Kary mają chronić klientów. Co dzieje się później z pieniędzmi?

Sam pomysł Funduszu Edukacji Finansowej jest trudny do zakwestionowania. Pieniądze pochodzące między innymi z sankcji nakładanych na instytucje finansowe mogą zostać wykorzystane do zwiększenia wiedzy konsumentów, przeciwdziałania nadmiernemu zadłużeniu czy poprawy bezpieczeństwa w internecie. W długiej perspektywie może to ograniczać skalę oszustw i błędnych decyzji finansowych.

Problemem jest przejrzystość wydawania tych pieniędzy. Money.pl wskazuje, że Ministerstwo Finansów nie udostępniło dotychczas kompletnego zbiorczego zestawienia wszystkich beneficjentów funduszu, przyznanych im kwot oraz faktycznie wypłaconych środków. Dziennikarze wystąpili o te informacje jeszcze w sierpniu 2026 roku, a resort przedłużył termin odpowiedzi do 12 października.

To szczególnie istotne, ponieważ mówimy o pieniądzach znajdujących się pod kontrolą państwa i przeznaczonych na działania mające służyć interesowi publicznemu. Pełna lista beneficjentów, wysokość dotacji, sposób wyboru wykonawców i efekty finansowanych projektów powinny być możliwie łatwe do sprawdzenia.

Edukacja finansowa nie może zamienić się w edukację bankową

Nie ma niczego złego w tym, że banki uczestniczą w edukacji finansowej. Dysponują ekspertami, wiedzą, infrastrukturą oraz doświadczeniem wynikającym z obsługi milionów klientów. Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdy edukacja finansowa zostałaby utożsamiona z punktem widzenia sektora finansowego.

Dobry materiał edukacyjny o kredytach powinien mówić nie tylko o odpowiedzialnym zaciąganiu zobowiązań, ale również o prawach kredytobiorcy. Materiał o bezpieczeństwie bankowości internetowej nie powinien ograniczać się do obowiązków klienta, lecz powinien również przedstawiać obowiązki banku. Tekst dotyczący oszustw powinien pokazywać zarówno metody przestępców, jak i mechanizmy, które instytucje finansowe mogą stosować, aby zatrzymywać podejrzane transakcje.

Państwowa platforma edukacyjna może być bardzo wartościowym projektem. Skoro jednak jej głównym wykonawcą jest organizacja tak mocno historycznie i finansowo związana z bankowością, Ministerstwo Finansów powinno zadbać nie tylko o faktyczną neutralność treści, ale również o możliwość jej łatwego zweryfikowania przez obywateli. Najlepszą odpowiedzią na podejrzenia o konflikt interesów nie są bowiem zapewnienia, lecz maksymalna transparentność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *