Sejm przyjął przepisy, które mają umożliwić państwowym organom nakazywanie blokowania nielegalnych treści w internecie, a w określonych przypadkach nawet całych domen internetowych. Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną przewiduje nowe uprawnienia dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, obowiązki dla platform internetowych oraz procedury odwoławcze dla użytkowników. Zwolennicy zmian wskazują na konieczność skuteczniejszej walki z oszustwami, przemocą i materiałami przedstawiającymi seksualne wykorzystywanie dzieci. Jednocześnie powracają pytania o granice ingerencji państwa w wolność słowa, kontrolę sądową i ryzyko blokowania legalnych publikacji. Sprawdzamy, kto będzie mógł wystąpić o blokadę, kto podejmie decyzję, jak szybko treści mogą zniknąć z internetu i jakie prawa zachowają ich autorzy.
Sejm zdecydował. 242 posłów poparło nowe przepisy
8 października 2026 roku Sejm uchwalił nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw. Za przyjęciem przepisów opowiedziało się 242 parlamentarzystów, przeciw zagłosowało 61, a 136 wstrzymało się od głosu. W głosowaniu uczestniczyło 439 posłów, natomiast 21 nie oddało głosu. Ustawa przeszła tym samym przez najważniejszy etap prac w Sejmie, ale nie oznacza to jeszcze, że nowe mechanizmy blokowania treści zaczęły obowiązywać. Dokument musi przejść dalszą drogę legislacyjną, obejmującą Senat, podpis prezydenta i publikację w Dzienniku Ustaw.

Przyjęte rozwiązania są kolejnym podejściem do uregulowania zasad blokowania nielegalnych materiałów w polskiej części internetu. W styczniu 2026 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował wcześniejszą nowelizację, argumentując, że przyjęte wówczas mechanizmy mogą prowadzić do ograniczania wolności słowa bez wystarczającej kontroli sądowej. Rząd przygotował więc kolejną propozycję, w której mocniej zaakcentowano gwarancje proceduralne i możliwość sądowego zakwestionowania decyzji organu administracyjnego. Spór nie dotyczy przy tym samej potrzeby zwalczania przestępczości internetowej, lecz również tego, jak daleko mogą sięgać uprawnienia urzędników i kto powinien ostatecznie decydować o legalności publikowanych treści.
Istotny jest również kontekst polityczny. Głosowanie nastąpiło po wypowiedziach premiera Donalda Tuska, który w związku z niedawnymi atakami w szkołach podkreślał konieczność skuteczniejszego przeciwdziałania internetowej mowie nienawiści i nawoływaniu do przemocy. Temat bezpieczeństwa dzieci i młodzieży ponownie znalazł się w centrum debaty publicznej. Jednak uchwalona ustawa ma znacznie szerszy zakres niż przeciwdziałanie agresji wśród nieletnich. Obejmuje także przestępstwa finansowe, kradzież tożsamości, naruszenia praw autorskich, nielegalny handel czy rozpowszechnianie określonych materiałów zabronionych przez prawo.
Co dokładnie będzie można blokować?
Jedną z najważniejszych kwestii jest zakres materiałów, do których mogą odnosić się nakazy ograniczenia dostępu. Ustawa nie daje organom państwowym ogólnego uprawnienia do usuwania wszystkiego, co uznają za nieodpowiednie, obraźliwe albo szkodliwe społecznie. Procedura została powiązana z katalogiem konkretnych czynów zabronionych, opisanych między innymi w Kodeksie karnym, Kodeksie karnym skarbowym oraz przepisach dotyczących własności intelektualnej.
W praktyce oznacza to możliwość reagowania między innymi na materiały związane z handlem ludźmi, groźbami karalnymi, podszywaniem się pod inne osoby w celu wyrządzenia szkody, przestępstwami seksualnymi wobec małoletnich, rozpowszechnianiem określonych treści pornograficznych, nawoływaniem do popełniania przestępstw, publicznym propagowaniem ustrojów totalitarnych oraz przestępczą mową nienawiści. W katalogu znalazły się również oszustwa internetowe, wybrane przestępstwa komputerowe, bezprawne rozpowszechnianie utworów chronionych prawem autorskim czy oferowanie określonych nielegalnych towarów i usług.
Z perspektywy bezpieczeństwa cyfrowego szczególnie ważne są phishing, fałszywe inwestycje, podszywanie się pod banki oraz internetowe oszustwa finansowe. Wyobraźmy sobie stronę internetową imitującą panel logowania popularnego banku, której jedynym zadaniem jest przechwytywanie danych klientów. W ramach nowych procedur uprawniony podmiot będzie mógł wystąpić o wydanie nakazu ograniczenia dostępu do takiej treści. Podobny mechanizm może znaleźć zastosowanie w przypadku fałszywych ofert inwestycyjnych, które służą wyłudzaniu pieniędzy, lub publikacji wykorzystywanych do kradzieży tożsamości.
Warto jednak rozróżnić treści faktycznie nielegalne od materiałów budzących kontrowersje. Krytyczny artykuł o polityku, ostra recenzja przedsiębiorstwa czy niepopularna opinia nie stają się przestępstwem tylko dlatego, że ktoś uzna je za krzywdzące lub obraźliwe. Podstawą zastosowania nowej procedury ma być naruszenie konkretnego przepisu prawa, a nie samo niezadowolenie z publikacji. To rozróżnienie będzie szczególnie istotne przy ocenie spraw dotyczących publicznych wypowiedzi, sporów ideologicznych i działalności dziennikarskiej.
Kto będzie mógł zablokować stronę internetową?
Nowelizacja przewiduje rozdzielenie kompetencji pomiędzy podmioty uprawnione do występowania z wnioskami a organy rozpatrujące te wnioski. To bardzo ważna różnica, ponieważ zgłoszenie treści przez Policję, prokuraturę czy pokrzywdzonego nie będzie automatycznie oznaczało wydania nakazu blokady. Konieczne będzie przeprowadzenie odpowiedniej procedury i ocena przesłanek ustawowych.
Najważniejszą instytucją rozstrzygającą takie sprawy ma być Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE). Urząd będzie zajmował się przede wszystkim treściami dostępnymi za pośrednictwem usług internetowych innych niż platformy udostępniania wideo. W przypadku tych ostatnich kompetencje przewidziano dla Przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Oznacza to, że ustawodawca zdecydował się na model, w którym zasadniczą rolę odgrywają organy administracyjne, a sądy zapewniają kontrolę wydawanych rozstrzygnięć.
Z wnioskami o ograniczenie dostępu będą mogły występować między innymi Policja, prokuratura, właściwe organy Krajowej Administracji Skarbowej oraz Straż Graniczna w sprawach należących do jej ustawowych kompetencji. Przewidziano również możliwość inicjowania postępowań przez podmioty, których prawa zostały naruszone, w tym osoby pokrzywdzone oraz uprawnionych z tytułu praw autorskich i praw pokrewnych. Zakres uprawnień poszczególnych wnioskodawców nie jest jednak identyczny i zależy od rodzaju naruszenia.
Nie jest to więc rozwiązanie, w którym dowolny urzędnik może wejść na stronę internetową i jednym kliknięciem usunąć niewygodną publikację. Jednocześnie w pierwszym etapie to organ administracyjny, a nie sąd, będzie mógł rozstrzygać o konieczności ograniczenia dostępu do określonych materiałów. Właśnie ten element pozostaje jednym z najważniejszych punktów dyskusji o proporcjonalności nowych przepisów.
Jak szybko treści mogą zostać zablokowane?
Nowa procedura ma być dostosowana do charakteru internetowych zagrożeń, w przypadku których czas reakcji bywa kluczowy. Fałszywa strona bankowa potrafi funkcjonować zaledwie kilkanaście godzin, a mimo to doprowadzić do wyłudzenia danych setek użytkowników. Materiały dokumentujące przestępstwa seksualne mogą być błyskawicznie kopiowane, natomiast treści nawołujące do przemocy mogą rozpowszechniać się w mediach społecznościowych w ciągu minut. Z perspektywy organów ścigania wielotygodniowe oczekiwanie na rozstrzygnięcie oznacza niekiedy, że reakcja następuje dopiero po wyrządzeniu szkody.
W rządowych założeniach dotyczących procedur administracyjnych przewidziano przyspieszone rozpatrywanie spraw inicjowanych przez uprawnione służby, w tym Policję i prokuraturę. Wskazywano terminy rzędu dwóch dni dla najpilniejszych postępowań, siedmiu dni w innych kategoriach oraz dłuższy termin w sprawach szczególnie skomplikowanych. Należy jednak odróżniać termin wydania decyzji przez organ od chwili faktycznego zablokowania treści. Są to dwa różne etapy postępowania, na które wpływ mają również zasady doręczeń, wykonalności decyzji i ewentualnego sprzeciwu sądowego.
Ważną zmianą przyjętą podczas prac sejmowych jest wprowadzenie szczególnego traktowania niektórych kategorii materiałów. Decyzje dotyczące między innymi treści pornograficznych z udziałem małoletnich lub zwierząt oraz określonych drastycznych materiałów będą mogły otrzymywać rygor natychmiastowej wykonalności. Oznacza to odejście od zasady, zgodnie z którą wykonanie nakazu powinno być poprzedzone możliwością skorzystania z kontroli sądowej. Ustawodawca uznał, że w tych szczególnych przypadkach ochrona przed dalszym rozpowszechnianiem materiałów wymaga szybszej reakcji.
Nie należy jednak utożsamiać tej możliwości z automatycznym usuwaniem każdego zgłoszonego wpisu. Nawet procedura przyspieszona wymaga zastosowania odpowiednich przepisów i wydania rozstrzygnięcia przez uprawniony organ. Samo zgłoszenie treści jako nielegalnej nie przesądza jeszcze o tym, że rzeczywiście narusza ona prawo.
Nie tylko pojedyncze wpisy. Możliwe będzie blokowanie całych domen
Jednym z najbardziej znaczących elementów nowelizacji jest utworzenie rejestru domen internetowych wykorzystywanych do rozpowszechniania nielegalnych treści. Za jego prowadzenie ma odpowiadać Prezes UKE, natomiast dostawcy dostępu do internetu zostaną zobowiązani do stosowania wynikających z niego blokad. W założeniach przewidziano, że operatorzy telekomunikacyjni będą musieli uniemożliwić dostęp do wskazanej domeny w ciągu 48 godzin od jej wpisania do rejestru. Sam rejestr nie ma być publicznie dostępną listą stron, którą każdy internauta będzie mógł swobodnie przeglądać.
To istotna różnica w porównaniu z usuwaniem pojedynczego filmu, komentarza czy wpisu. W przypadku ograniczenia dostępu do konkretnej publikacji pozostałe materiały zamieszczone w serwisie mogą nadal funkcjonować. Blokada domeny może natomiast sprawić, że użytkownicy korzystający z polskich sieci telekomunikacyjnych nie będą mogli otworzyć całej witryny, nawet jeżeli część znajdujących się na niej informacji nie narusza prawa. Dlatego mechanizm blokowania domen ma być stosowany w określonych okolicznościach, w szczególności gdy inne środki wykonania nakazu okazują się nieskuteczne.
W Polsce podobne rozwiązania nie są całkowitą nowością. Funkcjonuje już między innymi rejestr domen służących do oferowania gier hazardowych niezgodnie z ustawą, a także lista ostrzeżeń przed niebezpiecznymi stronami prowadzona przez CSIRT NASK. Ta ostatnia służy przede wszystkim przeciwdziałaniu phishingowi i innym oszustwom internetowym. Nowelizacja wprowadza jednak odrębny mechanizm odnoszący się do szerszego katalogu nielegalnych treści oraz sformalizowanych decyzji wydawanych przez właściwe organy.
Największym wyzwaniem będzie zachowanie proporcjonalności pomiędzy zakresem naruszenia a zakresem zastosowanej blokady. Jeśli na dużym portalu internetowym pojawi się pojedynczy materiał naruszający prawo, zablokowanie całego serwisu mogłoby pozbawić użytkowników dostępu również do tysięcy legalnych publikacji. Z drugiej strony istnieją witryny tworzone wyłącznie na potrzeby działalności przestępczej, w których blokada całej domeny może być skuteczniejsza niż próby usuwania kolejnych podstron. To rozróżnienie powinno mieć zasadnicze znaczenie podczas stosowania nowych przepisów.
Czy autor zablokowanego materiału będzie mógł się odwołać?
Ustawodawca przewidział mechanizmy ochronne dla użytkowników, których publikacje zostaną objęte nakazami. Od decyzji organu administracyjnego będzie przysługiwał sprzeciw do sądu powszechnego, który ma możliwość zbadania zasadności rozstrzygnięcia. Autor zakwestionowanej treści, jako strona postępowania, powinien mieć możliwość przedstawienia swojego stanowiska i argumentów przemawiających za legalnością publikacji.
Znaczenie tego rozwiązania jest szczególnie duże w sprawach, w których granica pomiędzy wypowiedzią legalną a niedozwoloną może być przedmiotem sporu. Przykładem może być materiał dziennikarski dokumentujący działalność grup ekstremistycznych, zawierający cytaty lub fragmenty ich propagandy. Opublikowanie takiego materiału w celu krytycznej analizy nie jest tym samym, co propagowanie przedstawionych w nim poglądów. Organ rozpatrujący sprawę powinien zatem uwzględnić kontekst, cel publikacji i rzeczywisty charakter przekazu, a nie wyłącznie występowanie określonych słów, symboli czy nagrań.
Przepisy przewidują również procedurę działającą w przeciwnym kierunku. Użytkownik, którego treść została niesłusznie ograniczona przez dostawcę usługi hostingowej, będzie mógł ubiegać się o nakaz usunięcia takiej blokady. Wcześniej powinien skorzystać z odpowiedniego systemu zgłaszania i rozpatrywania sporów dostępnego u dostawcy. Jeżeli ograniczenie okaże się bezpodstawne lub będzie wynikiem oczywistego błędu, właściwy organ uzyska możliwość zobowiązania usługodawcy do przywrócenia dostępu.
Nie oznacza to jednak, że każdy spór z moderatorem portalu będzie automatycznie rozstrzygany przez państwo. Procedura odnosi się do określonych przypadków ograniczenia treści ze względu na ich potencjalną nielegalność, a nie do wszystkich decyzji podejmowanych przez prywatne platformy na podstawie regulaminów. Usunięcie wpisu za złamanie zasad społeczności serwisu nie musi oznaczać, że użytkownik uzyska prawo do administracyjnego nakazania jego przywrócenia.
Nowe przepisy a wolność słowa. Gdzie pojawia się ryzyko?
Najważniejsza dyskusja wokół ustawy dotyczy nie tego, czy państwo powinno walczyć z internetową przestępczością, lecz tego, jakie gwarancje powinny towarzyszyć wydawaniu nakazów ograniczających dostęp do informacji. Zwolennicy zmian argumentują, że internet nie może pozostawać przestrzenią, w której sprawcy oszustw, przemocy czy przestępstw seksualnych wykorzystują powolność tradycyjnych procedur prawnych. Krytycy zwracają natomiast uwagę na konsekwencje przekazania organom administracyjnym kompetencji do ingerowania w dostępność publikacji.
Sama możliwość odwołania się do sądu nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z wolnością słowa. Istotne jest także to, czy decyzja może zostać wykonana przed jej sądową kontrolą, jak szybko sąd rozpozna sprzeciw, czy strony otrzymają dostęp do materiału dowodowego oraz czy zakres blokady nie będzie szerszy niż konieczny. Usunięcie publikacji na kilka dni może mieć niewielkie znaczenie w przypadku archiwalnego wpisu, ale zupełnie inne w przypadku wiadomości dotyczącej trwającego wydarzenia publicznego. Przywrócenie dostępu po zakończeniu debaty nie zawsze usuwa skutki wcześniejszego ograniczenia.
Nie można również pomijać problemu błędnych zgłoszeń. W internecie zdarzają się sytuacje, w których mechanizmy raportowania treści wykorzystywane są do utrudniania działalności konkurentom, dziennikarzom lub osobom uczestniczącym w sporach publicznych. Zgłoszenia dotyczące rzekomego naruszenia praw autorskich bywają używane do usuwania materiałów krytycznych, a regulaminowe systemy moderacji nie zawsze skutecznie odróżniają rzeczywiste naruszenia od prób uciszenia autora. Włączenie w taki proces organów państwowych zwiększa znaczenie rzetelnej oceny dowodów i transparentności postępowania.
Z drugiej strony istnieją kategorie treści, w przypadku których szybka reakcja może ograniczyć bardzo konkretne szkody. Dotyczy to chociażby publikowania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci, rozpowszechniania danych służących do kradzieży tożsamości czy udostępniania stron przeznaczonych do wyłudzania pieniędzy. W takich sytuacjach opóźnienie blokady może oznaczać kolejne osoby pokrzywdzone. Ostateczna ocena funkcjonowania nowych przepisów będzie zależała nie tylko od ich brzmienia, ale również od sposobu stosowania przez urzędy i sądy.
Dlaczego Polska musi dostosować przepisy do unijnego DSA?
Nowelizacja jest związana z unijnym Aktem o usługach cyfrowych, znanym jako Digital Services Act (DSA). Rozporządzenie to w pełnym zakresie zaczęło obowiązywać 17 lutego 2024 roku i ustanowiło wspólne zasady funkcjonowania usług pośrednich w internecie. Obejmuje między innymi obowiązki platform dotyczące zgłaszania nielegalnych treści, przejrzystości moderacji, uzasadniania decyzji oraz ochrony użytkowników.
Ważne jest jednak rozróżnienie dwóch kwestii. DSA jest rozporządzeniem unijnym, które stosuje się bezpośrednio, natomiast państwa członkowskie muszą zapewnić krajowe mechanizmy jego egzekwowania. Polska nowelizacja ma służyć właśnie ustanowieniu odpowiednich kompetencji, procedur i zasad współpracy pomiędzy instytucjami. Nie oznacza to, że przed przyjęciem krajowych przepisów wszystkie obowiązki wynikające z DSA były w Polsce nieobowiązujące.
Artykuł 9 DSA odnosi się do nakazów podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom, wydawanych przez właściwe organy sądowe lub administracyjne. Rozporządzenie określa wymagania dotyczące takich nakazów, ale nie zastępuje całkowicie prawa krajowego w kwestii ustalania właściwości organów oraz szczegółowych procedur. Z tego powodu konieczne jest wprowadzenie krajowych regulacji pozwalających na skuteczne stosowanie odpowiednich instrumentów.
Samo DSA nie jest również ustawą, która automatycznie zakazuje wszystkich kontrowersyjnych opinii, nieprawdziwych informacji czy krytycznych komentarzy. Pojęcie nielegalnej treści odnosi się do informacji niezgodnych z prawem unijnym lub prawem państwa członkowskiego. W szczególności dezinformacja nie jest automatycznie treścią nielegalną tylko dlatego, że zawiera fałszywą informację. Inaczej będzie, jeżeli konkretna publikacja jednocześnie wypełni przesłanki czynu zabronionego, na przykład oszustwa lub bezprawnego nawoływania do przemocy.
Co nowe przepisy oznaczają dla właścicieli stron, sklepów internetowych i platform?
Zmiany mogą mieć znaczenie nie tylko dla największych serwisów społecznościowych, ale również dla innych przedsiębiorców prowadzących działalność internetową. Zakres obowiązków zależy jednak od tego, jakiego rodzaju usługi świadczy dany podmiot. Inna jest sytuacja dostawcy hostingu, który przechowuje materiały zamieszczane przez użytkowników, inna operatora platformy społecznościowej, a jeszcze inna właściciela zwykłego sklepu internetowego publikującego własną ofertę.
Dostawcy usług pośrednich objęci nakazami będą zobowiązani do ich realizacji oraz informowania właściwych organów o podjętych działaniach. Przedsiębiorcy prowadzący platformy umożliwiające publikowanie treści przez użytkowników powinni liczyć się z koniecznością obsługi formalnych zgłoszeń, dokumentowania decyzji moderacyjnych i współpracy z właściwymi instytucjami. Nie oznacza to jednak wprowadzenia powszechnego obowiązku uprzedniego sprawdzania każdej publikowanej informacji. Unijne regulacje co do zasady wykluczają nakładanie na dostawców usług pośrednich ogólnego obowiązku monitorowania wszystkich przechowywanych lub przekazywanych treści.
Szczególnie interesująca jest sytuacja serwisów umożliwiających publikowanie opinii o przedsiębiorcach, komentarzy dotyczących produktów czy materiałów demaskujących oszustwa. Takie publikacje nierzadko wywołują spory pomiędzy autorami a opisywanymi podmiotami. Nowe mechanizmy nie powinny stać się narzędziem do usuwania uzasadnionej krytyki pod pozorem walki z nielegalnymi treściami. W praktyce znaczenie będą miały prawidłowe uzasadnienia decyzji oraz możliwość odróżnienia materiałów faktycznie naruszających prawo od tych, które jedynie przedstawiają przedsiębiorstwo w niekorzystnym świetle.
Ustawa trafi do Senatu. Kiedy zacznie obowiązywać?
Przyjęcie nowelizacji przez Sejm 8 października 2026 roku nie kończy procesu legislacyjnego. Ustawa ma następnie zostać rozpatrzona przez Senat, który może ją przyjąć bez zmian, zaproponować poprawki albo podjąć uchwałę o jej odrzuceniu. W przypadku wprowadzenia poprawek lub odrzucenia ustawy sprawa wróci do Sejmu. Kolejnym etapem będzie przekazanie dokumentu prezydentowi, który może podpisać ustawę, skorzystać z prawa weta lub skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego w przewidzianym prawem trybie.
W rządowym projekcie przewidziano trzymiesięczny okres pomiędzy ogłoszeniem ustawy w Dzienniku Ustaw a jej wejściem w życie. Oznacza to, że nawet zakończenie prac parlamentarnych i podpis prezydenta nie muszą skutkować natychmiastowym uruchomieniem wszystkich nowych mechanizmów. Termin ten ma umożliwić przygotowanie odpowiednich procedur administracyjnych i rozwiązań technicznych. Ostateczną datę wejścia w życie będzie można wskazać po zakończeniu procesu legislacyjnego i opublikowaniu uchwalonych przepisów.
Nowelizacja może istotnie zmienić sposób reagowania polskich instytucji na przestępstwa internetowe. Dla osób pokrzywdzonych oszustwami oznacza potencjalnie szybszą drogę do ograniczenia działalności przestępczych witryn. Dla dostawców usług cyfrowych oznacza dodatkowe obowiązki związane z realizacją decyzji. Dla autorów i użytkowników internetu tworzy natomiast nowy mechanizm ingerencji w dostępność treści, któremu powinny towarzyszyć skuteczne gwarancje prawne.
Najważniejszym sprawdzianem nowych przepisów będzie to, czy pozwolą skuteczniej usuwać z internetu rzeczywiście nielegalne materiały bez nieproporcjonalnego ograniczania dostępu do legalnych informacji. Samo uchwalenie ustawy nie przesądza jeszcze o rezultatach jej stosowania. Dopiero praktyka urzędów, sądów i dostawców usług internetowych pokaże, jak funkcjonować będą nowe procedury.

