Włamał się do domu, ukradł pieniądze, karty kredytowe i zegarek, a następnie postanowił sprawdzić Facebooka na komputerze swojej ofiary. Problem w tym, że zapomniał się wylogować, pozostawiając właścicielowi mieszkania otwarty profil ze swoimi zdjęciami. Gdyby tego było mało, później sam skontaktował się z okradzionym mężczyzną, żeby odzyskać ubrania pozostawione na miejscu przestępstwa. Historia brzmi jak scenariusz wyjątkowo nieudanego odcinka Gangu Olsena, ale wydarzyła się naprawdę.

Wszystko rozegrało się 19 czerwca 2014 roku w South St. Paul w amerykańskim stanie Minnesota. 26-letni Nicholas Steven Wig włamał się do domu Jamesa Wooda, skąd zabrał między innymi gotówkę, karty kredytowe, klucze i zegarek. Włamywacz najwyraźniej poczuł się jednak na tyle swobodnie, że postanowił również skorzystać z garderoby właściciela. Na miejscu pozostawił swoje przemoczone dżinsy, buty Nike i pasek, zabierając w zamian cudze ubrania. Skoro już włamywać się do domu, to dlaczego nie skorzystać przy okazji z bezpłatnej przebieralni?

To jednak nie pozostawiona garderoba okazała się największą wpadką Wiga. Kiedy Wood wrócił do splądrowanego domu, zauważył, że na jego komputerze otwarty jest Facebook. Tyle że nie jego własny, lecz nieznanego mężczyzny posługującego się nazwą „Nick Dub”. Włamywacz podczas przestępstwa postanowił bowiem zalogować się na swoje konto i najwyraźniej zapomniał o podstawowej zasadzie korzystania z cudzego komputera: po wszystkim wypadałoby się wylogować. Właściciel mieszkania otrzymał więc dostęp do profilu człowieka, który właśnie go okradł, wraz z jego fotografiami.

Profil, który zastał właściciel domu.

Chciał odzyskać spodnie. Skończył w rękach policji

Wood postanowił wykorzystać sytuację. Opublikował na profilu włamywacza informację o kradzieży, ostrzegł jego znajomych i zostawił swój numer telefonu, licząc na pomoc w ustaleniu miejsca pobytu sprawcy. Niedługo później otrzymał wiadomość SMS. Napisał do niego sam złodziej. Pokrzywdzony poinformował Wiga, że ten zostawił w jego domu ubrania, i zaproponował ich zwrot. Mężczyzna zgodził się na spotkanie, najwyraźniej nie dostrzegając niczego podejrzanego w kontaktowaniu się z człowiekiem, którego przed chwilą okradł.

Historia zakończyła się jeszcze bardziej absurdalnie. Wracając samochodem od znajomego, Wood zauważył na ulicy mężczyznę, którego rozpoznał ze zdjęć na Facebooku. Natychmiast zawiadomił policję, a funkcjonariusze zatrzymali Nicholasa Wiga. Jakby pozostawienie własnego profilu nie było wystarczającym dowodem niefrasobliwości, podczas zatrzymania włamywacz miał na ręce zegarek skradziony z domu Wooda. Znaleziono przy nim również inne rzeczy należące do pokrzywdzonego, w tym kluczyki samochodowe i odtwarzacz iPod shuffle.

Sprawa wzbudziła ogromne zainteresowanie amerykańskich mediów. Sam Wood określił sprawcę mianem najgłupszego przestępcy na świecie, a prokurator hrabstwa Dakota James Backstrom przyznał, że nigdy wcześniej nie spotkał się z podobną historią. Wigowi postawiono zarzut włamania drugiego stopnia, za który groziło mu do 10 lat pozbawienia wolności i 20 tysięcy dolarów grzywny. Była to maksymalna możliwa kara, a nie ogłoszony wyrok.

Trudno powiedzieć, czy Nicholas Wig bardziej żałował samego włamania, czy tego, że zapomniał się wylogować z Facebooka. Jedno jest pewne: udało mu się dokonać czegoś, czego większość przestępców stara się za wszelką cenę uniknąć. Nie tylko pozostawił na miejscu przestępstwa własne rzeczy i cyfrową wizytówkę ze zdjęciami, ale jeszcze sam zadzwonił niemal prosto w ręce policji.

Gang Olsena miałby z niego pożytek. Choć nawet Egon prawdopodobnie wyrzuciłby go z ekipy za brak profesjonalizmu.

Bonus dla Was? Namierzyliśmy oryginalny akt oskarżenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *