Rafał Brzoska od dwóch lat przekonuje, że odpowiedzialności za oszukańcze reklamy na Facebooku i Instagramie nie można przerzucać wyłącznie na anonimowych przestępców. Meta przyjmuje reklamę, pobiera za nią pieniądze, weryfikuje ją, wybiera odbiorców i za pomocą algorytmów decyduje o dystrybucji. Teraz bardzo podobnego argumentu użył sąd we Frankfurcie, który uznał Metę za odpowiedzialną za fałszywe reklamy wykorzystujące wizerunek znanego niemieckiego eksperta finansowego. Czy to zapowiedź tego, jak może zakończyć się polska batalia Brzoski?
Sprawa, o której w ostatnich dniach zrobiło się głośno w całej Europie, dotyczy niemieckiego portalu Finanzfluss oraz jednego z jego założycieli, Thomasa Kehla. Oszuści wykorzystywali rozpoznawalną markę serwisu, nazwisko oraz zdjęcia Kehla, aby reklamować na Facebooku i Instagramie fikcyjne inwestycje. Mechanizm jest dobrze znany również w Polsce: znana osoba ma wzbudzić zaufanie ofiary, reklama kieruje do przygotowanego wcześniej serwisu, a następnie rozpoczyna się właściwa część oszustwa – wyłudzanie danych, nakłanianie do wpłat albo przejmowanie dostępu do pieniędzy.
Finanzfluss próbował problem rozwiązywać przez system zgłoszeń Mety. Tylko w sierpniu 2024 r. zgłosił niemal 260 przypadków naruszeń. Mimo tego pojawiały się kolejne identyczne albo bardzo podobne reklamy, a ich usuwanie trwało w niektórych przypadkach nawet 62 dni. 16 września 2026 r. Landgericht Frankfurt am Main uznał, że Meta ponosi odpowiedzialność za rozpowszechnianie takich treści. Spółka ma powstrzymywać się od dalszej emisji, może odpowiadać za szkody i musi przekazać informacje dotyczące reklam oraz uzyskanych dzięki nim przychodów. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
To nie oszust został pozwany. Pozwana została platforma
Właśnie ten element niemieckiego procesu jest najważniejszy. Znalezienie prawdziwego autora scamowej reklamy bywa niezwykle trudne. Konta są jednorazowe, dokumenty mogą być fałszywe lub przejęte, domeny zmieniają się błyskawicznie, płatności przechodzą przez kolejne podmioty, a przestępcy często działają poza krajem, w którym znajduje się ofiara.
Platforma jest natomiast cały czas ta sama.
To Facebook albo Instagram przyjmuje zlecenie reklamowe. To ich system podejmuje decyzję o emisji. To algorytm wybiera odbiorcę, któremu reklama zostanie pokazana. To platforma posiada informacje o koncie reklamowym i płatności. I wreszcie – to ona otrzymuje pieniądze za dystrybucję reklamy.
Sąd we Frankfurcie uznał właśnie ten mechanizm za kluczowy. W jego ocenie Meta nie mogła w tej sytuacji skutecznie bronić się wyłącznie argumentem, że nie znała treści dostarczonej przez osobę trzecią. Sędziowie wskazali, że platforma poprzez automatyczną aukcję określa ranking i moment emisji reklam, a algorytmy decydują również o tym, jakie treści pojawiają się użytkownikom. W efekcie Meta sprawuje nad dystrybucją znacznie większą kontrolę niż serwis, który wyłącznie przechowuje materiały użytkowników w kolejności chronologicznej.
To rozróżnienie może okazać się kluczowe również dla polskiego sporu.
Brzoska od dwóch lat walczy dokładnie z tym samym mechanizmem
Wizerunki Rafała Brzoski i Omeny Mensah od 2024 r. są wykorzystywane w reklamach internetowych promujących fikcyjne inwestycje i inne oszustwa. Pojawiały się spreparowane artykuły, deepfake’i i materiały sugerujące m.in. śmierć, zatrzymanie czy rodzinne dramaty. Celem nie było jedynie rozpowszechnianie fałszywych informacji. Sens tych treści polegał na wzbudzeniu emocji i zaufania, które następnie miały prowadzić użytkownika do oferty kontrolowanej przez oszustów.
Już w sierpniu 2024 r. prezes UODO zastosował wobec Meta Platforms Ireland tymczasowy środek nakazujący wstrzymanie na terytorium Polski reklam wykorzystujących prawdziwe dane Brzoski. Następnie Brzoska i Mensah skierowali przeciwko Mecie pozew cywilny i uzyskali zabezpieczenie dotyczące dalszej emisji określonych treści.
Wiosną 2026 r. sprawą zajmował się Sąd Apelacyjny w Warszawie. W medialnych nagłówkach pojawiało się wówczas stwierdzenie, że „Brzoska wygrał z Metą”, ale rzeczywistość prawna jest bardziej złożona. Chodziło o postępowanie dotyczące zabezpieczenia roszczeń, a nie końcowy wyrok w całej sprawie. Sąd częściowo utrzymał zabezpieczenie dotyczące Omeny Mensah, natomiast w części dotyczącej Rafała Brzoski uznał jego zakres za zbyt szeroki. Jednocześnie w uzasadnieniu znalazło się coś o znacznie większym znaczeniu: sąd zaakceptował argument, że przy płatnych reklamach Meta nie pełni wyłącznie roli biernego hostingu, ponieważ uczestniczy w targetowaniu, dystrybucji i optymalizacji przekazu.
Cztery miesiące później bardzo podobne rozumowanie zastosował niemiecki sąd, tym razem wydając merytoryczny wyrok w sprawie Finanzfluss.
Niemcy nie tworzą wyroku obowiązującego w Polsce. Ale jest jeden ważny szczegół
Należy ostudzić najbardziej efektowne interpretacje. Wyrok Landgericht Frankfurt am Main nie jest precedensem wiążącym polski sąd. Co więcej, nie jest jeszcze prawomocny – Meta może się od niego odwołać do wyższej instancji. Nie można więc napisać, że skoro Finanzfluss wygrał w Niemczech, to Brzoska automatycznie wygra w Polsce.
Sytuację czyni jednak wyjątkowo interesującą fakt, że oba sądy działają w ramach tego samego europejskiego porządku prawnego, a niemiecki sąd oparł swoją argumentację m.in. na świeżym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości UE z 16 czerwca 2026 r. w sprawach WebGroup Czech Republic i Coyote System.
Trybunał wskazał, że dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego mogą ponosić odpowiedzialność za informacje, nad którymi sprawują kontrolę. Niemiecki sąd zastosował tę zasadę do sposobu, w jaki Meta zarządza reklamami: platforma nie tylko przechowuje przygotowaną przez kogoś reklamę, ale poprzez aukcję oraz algorytmy wpływa na to, komu, kiedy i w jakiej kolejności zostanie ona wyświetlona.
To zasadniczo ten sam problem, który pojawił się wcześniej w uzasadnieniu polskiego Sądu Apelacyjnego.
I właśnie dlatego wyrok z Frankfurtu jest dla Brzoski ważny, mimo że formalnie nie rozstrzyga jego sprawy.
Największym problemem Mety może być nie jedna reklama, lecz wiedza o całym schemacie
Internetowi oszuści rzadko publikują tylko jedną reklamę. Powstają dziesiątki lub setki wariantów tego samego przekazu. Zmienia się zdjęcie, konto, domena albo kilka słów w nagłówku, ale mechanizm pozostaje ten sam. Właśnie na tym polega jeden z najpoważniejszych zarzutów kierowanych wobec największych platform – system potrafi bardzo precyzyjnie rozpoznawać zainteresowania użytkownika i optymalizować reklamy pod sprzedaż, lecz równocześnie kolejne wersje znanych scamów przechodzą przez moderację.
Demagog opisywał w sierpniu przykłady technik stosowanych przez oszustów, takich jak podmienianie znaków pochodzących z różnych alfabetów, maskowanie reklam innymi wariantami kreacji czy manipulowanie filmami tak, aby trudniej było je automatycznie wykryć. Organizacja wskazywała jednocześnie na przypadki, w których dotarcie do bezpośredniego linku oszukańczej reklamy było dla użytkownika utrudnione.
Obrona platformy przed takim procederem rzeczywiście nie jest prosta. Oszuści aktywnie badają systemy moderacji i próbują je omijać. To jednak nie odpowiada na inne pytanie: kiedy platforma posiada już wiedzę o konkretnym, wielokrotnie powtarzającym się schemacie, jak długo może traktować każdą jego kolejną mutację jako zupełnie nowy przypadek wymagający odrębnego zgłoszenia?
W Niemczech sąd wyraźnie nie zaakceptował modelu, w którym poszkodowany w nieskończoność znajduje i zgłasza kolejne kopie.
Raport Brzoski dokłada argument ekonomiczny
Spór w Polsce wychodzi obecnie daleko poza ochronę wizerunku jednego przedsiębiorcy. We wrześniu inicjatywa #150% Stop Scam opublikowała dane pochodzące z systemu ScamWatch. Według autorów do repozytorium pobrano ponad 2,04 mln reklam, z czego około 1,76 mln przeanalizowano. Za podejrzane zaklasyfikowano około 290,8 tys., natomiast 28,2 tys. otrzymało ocenę bardzo wysokiego ryzyka.
Jeszcze większe emocje wzbudziła analiza Fundacji Instrat, według której przychody związane z oszukańczymi reklamami mogły odpowiadać za około 760 mln zł rocznie, czyli 37 proc. przychodów raportowanych przez polską spółkę Mety. Autorzy przedstawiają te liczby jako szacunki oparte m.in. na Meta Ad Library.
Tych danych nie należy jednak przedstawiać jako udowodnionego faktu. Meta bardzo zdecydowanie kwestionuje metodologię raportu. Firma zarzuca autorom m.in. utożsamianie części reklam usuwanych za różnego rodzaju naruszenia standardów z oszustwami, co jej zdaniem prowadzi do istotnego zawyżenia wyników.
Koncern przedstawia też własne dane: deklaruje, że od lipca 2025 do czerwca 2026 r. usunął w Polsce 137 tys. reklam oszukańczych, ponad 88 proc. z nich zanim ktokolwiek je zgłosił, a częstotliwość zgłaszania oszukańczych reklam w przeliczeniu na wyświetlenia miała od lipca 2024 do czerwca 2026 r. spaść o 83 proc.
Obie strony opisują więc skalę problemu zupełnie inaczej. Jedno jest jednak bezsporne: scamowe reklamy istnieją, Meta sama deklaruje usuwanie ich w liczbie liczonej w setkach tysięcy, a przed europejskimi sądami trwa już dyskusja nie o tym, czy problem występuje, lecz kto i w jakim zakresie powinien ponosić za niego odpowiedzialność.
Czy zasada „150 procent” ma szansę wejść w życie?
Rafał Brzoska chce pójść dalej niż uzyskanie odszkodowania za wykorzystanie własnego wizerunku. Inicjatywa #150% Stop Scam proponuje trzy rozwiązania: karę administracyjną w wysokości 150 proc. przychodu osiągniętego dzięki oszukańczej reklamie, fundusz kompensacyjny dla poszkodowanych oraz obowiązkową identyfikację reklamodawców opartą na rozwiązaniach przypominających bankowe KYC i AML.
Niemiecki wyrok nie wprowadza żadnego z tych mechanizmów. To ważne rozróżnienie. Sąd rozstrzygał konkretny spór cywilny dotyczący konkretnego przedsiębiorstwa i konkretnego człowieka. Nie stworzył europejskiego systemu karania platform 150 proc. przychodu ze scamu.
Może jednak zapewnić inicjatywie Brzoski argument, który jeszcze niedawno był zdecydowanie bardziej kontrowersyjny: platforma reklamowa nie zawsze musi być traktowana jak neutralna tablica ogłoszeń, na której zupełnie niezależna osoba pozostawiła bez jej udziału nielegalną treść.
Jeżeli taki pogląd utrzyma się w kolejnych instancjach i państwach, dyskusja o odpowiedzialności finansowej platform będzie prowadzona z zupełnie innego punktu wyjścia.
Czy Brzosce się uda?
Jeżeli przez „uda się” rozumiemy doprowadzenie do sytuacji, w której Meta zostanie w Polsce uznana przez sąd za podmiot mogący ponosić odpowiedzialność za emisję określonych scamowych reklam, argumentacja Brzoski jest dziś wyraźnie mocniejsza niż na początku jego walki. Polski Sąd Apelacyjny zaakceptował już na etapie zabezpieczenia koncepcję aktywnej roli platformy. TSUE doprecyzował europejskie zasady odpowiedzialności usługodawców sprawujących kontrolę nad rozpowszechnianymi informacjami. Teraz sąd niemiecki zastosował zbliżone rozumowanie bezpośrednio do Facebooka i Instagrama oraz reklam będących elementem oszustwa.
Nie oznacza to jednak przesądzonego zwycięstwa. Niemieckie orzeczenie może zostać zmienione w apelacji, a polskie postępowanie będzie oceniane na podstawie własnego materiału dowodowego i konkretnie sformułowanych roszczeń. Osobną drogą jest postulowana przez Brzoskę zmiana prawa – tu powodzenie zależy już nie od jednego wyroku, lecz od procesu legislacyjnego.
Meta także nie zamierza rezygnować ze swojej linii obrony. Po wyroku z Frankfurtu firma przekazała Reutersowi, że nie zgadza się z decyzją i rozważa dalsze kroki prawne, wskazując jednocześnie na własne działania mające wykrywać i usuwać oszustwa.
Mimo tych zastrzeżeń wydarzenia z Frankfurtu są dla polskiej debaty ważnym momentem. Jeszcze niedawno pytanie brzmiało: czy w ogóle można próbować pociągnąć platformę do odpowiedzialności za scam wykupiony przez osobę trzecią? Dziś mamy już europejski sąd, który odpowiedział na to pytanie twierdząco.
Teraz najważniejsze pytanie brzmi inaczej: czy niemiecki wyrok okaże się wyjątkiem, czy początkiem europejskiej linii orzeczniczej, która zmusi platformy do traktowania oszukańczej reklamy nie jako problemu użytkownika, lecz jako ryzyka własnego biznesu reklamowego?
Jeżeli stanie się to drugie, walka rozpoczęta przez Brzoskę może przynieść efekt znacznie większy niż usunięcie reklam wykorzystujących jego nazwisko. Może zmienić ekonomię internetowego scamu – bo oszustwa są masowe przede wszystkim wtedy, gdy ich dystrybucja pozostaje tania, szybka i opłacalna.
Przeczytaj więcej na ten temat:
To nie nasza pierwsza publikacja na ten temat. Sprawdź poprzednie wpisy o walce Rafała Brzoski z internetowym gigantem.
- Brzoska: publikujemy dowody, że Meta ma technologię, pieniądze i dane, żeby zatrzymać oszustów
- Malvertising na masową skalę: 37% przychodów Mety w Polsce pochodzi ze scamu? [Raport Instrat + Poradnik]
- Ofensywy Brzoski ciąg dalszy. Czy polski miliarder zablokuje scamy na facebooku? Inicjatywa 150%
- Wizerunek jako przynęta: Dlaczego walka Rafała Brzoski z oszustami na Facebooku to sprawa nas wszystkich

