Polskie państwo nie potrzebuje „nowego ACTA”, żeby blokować dostęp do stron internetowych. Takie mechanizmy już istnieją i od lat są wykorzystywane. Najbardziej czytelnym przykładem jest rejestr domen związanych z nielegalnym hazardem: administracja wpisuje adres, a dostawcy internetu mają obowiązek ograniczyć dostęp do wykorzystującej go witryny. Osobno funkcjonuje lista ostrzeżeń CERT Polska, pomagająca chronić użytkowników przed stronami wyłudzającymi dane i pieniądze. Ustawa uchwalona przez Sejm 8 października 2026 roku nie wprowadza więc pierwszej państwowej blokady internetu. Tworzy kolejny system nakazów, obejmujący znacznie szerszy katalog nielegalnych treści, oraz odrębny rejestr domen. Najważniejsze pytanie nie brzmi zatem: „Czy państwo będzie mogło blokować strony?”. Już może. Pytanie brzmi: na jakich zasadach, w jakim zakresie, pod czyją kontrolą i z jaką możliwością obrony przed pomyłką.

Blokowanie stron przez państwo? W przypadku hazardu obowiązek istnieje od 2017 roku

W debacie o nowych regulacjach można odnieść wrażenie, że Polska dopiero przygotowuje się do uruchomienia mechanizmu, w którym urząd wskazuje stronę internetową, a operatorzy mają uniemożliwić swoim klientom jej otwarcie. Tymczasem w odniesieniu do nielegalnego hazardu taki model funkcjonuje od lat. Od 1 lipca 2017 roku przedsiębiorcy telekomunikacyjni świadczący dostęp do internetu mają obowiązek wykonywania blokad wynikających z wpisów do rejestru hazardowego. Rozwiązanie wprowadzono w ramach nowelizacji ustawy o grach hazardowych z 2016 roku, na długo przed obecną dyskusją o przepisach związanych z unijnym aktem o usługach cyfrowych.

Pełna nazwa tego narzędzia brzmi: Rejestr domen służących do oferowania gier hazardowych niezgodnie z ustawą. Prowadzi go minister właściwy do spraw finansów publicznych. Nie jest to prywatny filtr bezpieczeństwa, rozszerzenie przeglądarki ani dobrowolna blokada rodzicielska. To rejestr przewidziany ustawą, którego wpisy uruchamiają obowiązki przedsiębiorców. Lista jest jawna, a każdy ma prawo dostępu do zawartych w niej danych.

Nie mówimy o pojedynczych, wyjątkowych przypadkach. Według informacji Ministerstwa Finansów na koniec 2025 roku w rejestrze znajdowało się około 51,8 tysiąca nazw domen, a w ciągu tego roku wpisano 3932 nazwy. Trzeba jednak właściwie interpretować te liczby: nie oznaczają one tylu samo niezależnych przedsiębiorców, zlikwidowanych kasyn ani zatrzymanych oszustów. Jeden podmiot może posługiwać się wieloma adresami, a poszczególne wpisy mogą dotyczyć różnych nazw prowadzących do podobnej oferty. Jest to również stan na koniec wskazanego roku, a nie bieżąca liczba wszystkich wpisów.

Do rejestru może trafić nie tylko internetowe kasyno

Nazwa rejestru może sugerować, że znajdują się w nim wyłącznie strony, na których można bezpośrednio wpłacić pieniądze i rozpocząć grę. Obowiązujące przepisy mają jednak szerszy zakres. Wpisowi podlegają nazwy domen wykorzystywanych do urządzania gier hazardowych, ale również służących do reklamowania lub promowania takich gier niezgodnie z prawem, dostępnych dla użytkowników znajdujących się na terytorium Polski. Serwis nie musi więc sam przyjmować zakładów, żeby jego działalność mogła zainteresować administrację skarbową.

Ma to znaczenie między innymi dla stron afiliacyjnych, rankingów, serwisów promocyjnych i wydawców zarabiających na kierowaniu użytkowników do operatorów hazardowych. Nie oznacza natomiast, że każda wzmianka o kasynie albo artykuł opisujący branżę automatycznie uzasadniają blokadę. Opis zjawiska, materiał ostrzegawczy i reklama to nie są pojęcia zamienne. W konkretnym przypadku trzeba ocenić charakter publikacji oraz przepisy, które mają do niej zastosowanie.

Warto też oddzielić nielegalny hazard od oszustwa. Strona może naruszać polskie przepisy ze względu na brak wymaganych uprawnień albo oferowanie działalności objętej monopolem państwa, niezależnie od tego, czy oszukuje swoich klientów. Zagraniczna licencja nie jest automatycznie zezwoleniem na działanie w Polsce. Rejestr hazardowy nie stanowi zatem po prostu listy stron, którym udowodniono kradzież pieniędzy. Jest narzędziem egzekwowania zasad organizowania, reklamowania i promowania hazardu.

Urząd wskazuje domenę, operator blokuje dostęp. Jak to działa?

Podstawowy mechanizm opisuje art. 15f ustawy o grach hazardowych. Wpisu dokonuje się z urzędu, po zatwierdzeniu przez ministra właściwego do spraw finansów publicznych albo wyznaczony przez niego organ Krajowej Administracji Skarbowej. Następnie przedsiębiorca telekomunikacyjny ma najwyżej 48 godzin od dokonania wpisu, aby wykonać obowiązek uniemożliwienia dostępu do stron wykorzystujących wskazaną nazwę domeny. Termin nie biegnie od chwili, w której klient poskarży się na stronę, ani od momentu przeczytania przez operatora wiadomości prasowej.

Technicznie ustawa odwołuje się do systemów służących zamianie nazw domen na adresy IP, czyli do mechanizmu DNS. W uproszczeniu: zanim urządzenie połączy się z serwerem danej witryny, potrzebuje informacji, pod jakim adresem sieciowym jej szukać. Ustawodawca nakazuje operatorom ingerencję właśnie na tym poziomie. Przewiduje również przekierowanie połączeń do komunikatu prowadzonego przez administrację, informującego o wpisie i konsekwencjach uczestnictwa w nielegalnych grach.

Archiwalny komunikat Ministerstwa Finansów dotyczący ograniczenia dostępu do strony wykorzystywanej do nielegalnego oferowania gier hazardowych. To ilustracja istniejącego mechanizmu, a nie zapowiedź rozwiązania z nowej ustawy.

Blokada DNS nie jest usunięciem strony z internetu, przejęciem jej domeny ani likwidacją zagranicznego serwera. Witryna może nadal istnieć, a jej właściciel może nadal nią zarządzać. Nie należy więc utożsamiać ustawowego obowiązku ograniczenia dostępu z gwarancją całkowitej niedostępności materiałów w każdych warunkach technicznych. Ustawa przewiduje również działanie w drugą stronę: po wykreśleniu domeny operator ma przywrócić dostęp najpóźniej w ciągu 48 godzin.

Do wpisania domeny nie potrzeba wcześniejszego wyroku sądu

To jeden z najważniejszych punktów porównania. Rejestr hazardowy nie działa według zasady, że najpierw musi zapaść prawomocny wyrok sądu, a dopiero później wolno ograniczyć dostęp do strony. Wpis jest dokonywany w administracyjnym trybie przewidzianym ustawą. Nie trzeba wcześniej uzyskać wyroku skazującego właściciela witryny za przestępstwo. Mechanizm ingerowania w dostępność strony bez uprzedniego sądowego rozstrzygnięcia nie jest zatem wynalazkiem obecnej nowelizacji.

Nie oznacza to całkowitego braku możliwości obrony. Podmioty wskazane w ustawie, w tym posiadający tytuł prawny do domeny, przedsiębiorca telekomunikacyjny, dostawca usług płatniczych czy podmiot urządzający gry na danej stronie, mogą wnieść sprzeciw od wpisu. Mają na to dwa miesiące od umieszczenia nazwy domeny w rejestrze. Ustawa przewiduje wydanie decyzji o pozostawieniu wpisu albo wykreśleniu domeny w ciągu 14 dni od otrzymania sprzeciwu.

Decyzja może następnie podlegać kontroli sądowoadministracyjnej. Nie zmienia to jednak kolejności zasadniczych zdarzeń: najpierw pojawia się wpis uruchamiający obowiązki operatorów, a zainteresowany podmiot może go zakwestionować. Termin na wniesienie sprzeciwu nie oznacza, że przez dwa miesiące blokada czeka na wykonanie. Nie należy też utożsamiać samego złożenia pisma z automatycznym wykreśleniem domeny.

Państwo oddziałuje również na płatności

Rejestr hazardowy ma konsekwencje wykraczające poza dostępność witryny. Art. 15g ustawy zakazuje udostępniania usług płatniczych na stronach wykorzystujących nazwy domen wpisane do rejestru. Jeżeli dostawca już świadczy takie usługi, powinien zakończyć ich świadczenie w ciągu 30 dni od wpisu. To ważne rozróżnienie: ustawowy termin dotyczy zakończenia istniejącej obsługi, a nie ogólnego pozwolenia na rozpoczynanie nowych usług przez kolejny miesiąc.

Państwo oddziałuje więc zarówno na możliwość dotarcia do strony, jak i na jej obsługę płatniczą. Nie oznacza to automatycznego zajęcia wszystkich środków przedsiębiorcy, konfiskaty pieniędzy użytkowników ani obowiązkowego zamknięcia każdego rachunku bankowego powiązanego z jego działalnością. Przepis dotyczy określonej usługi świadczonej na stronie wykorzystującej wpisaną domenę. Za naruszenie ustawowych obowiązków przewidziano kary pieniężne dla operatorów telekomunikacyjnych i dostawców usług płatniczych, sięgające 250 tysięcy złotych.

Tych konsekwencji nie wolno automatycznie przenosić na każdy inny państwowy rejestr. Zakaz obsługi płatniczej wynika z konkretnego przepisu ustawy hazardowej. Sam wpis do odrębnego rejestru UKE, przewidzianego w nowej ustawie, nie jest tym samym zdarzeniem prawnym.

CERT Polska również pomaga blokować strony, ale na innych zasadach

Osobnym rozwiązaniem jest Lista Ostrzeżeń przed niebezpiecznymi stronami, prowadzona przez CERT Polska, realizujący zadania CSIRT NASK. Działa od marca 2020 roku i służy ograniczaniu skutków kampanii wyłudzających dane oraz pieniądze. Jest wykorzystywana przez operatorów telekomunikacyjnych, firmy, organizacje i samych użytkowników do blokowania dostępu do złośliwych witryn. Chodzi między innymi o fałszywe strony logowania i inne elementy kampanii phishingowych.

Nie jest to jednak drugi rejestr hazardowy. Ustawa o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej przewiduje porozumienie dotyczące listy ostrzeżeń oraz możliwość blokowania wskazanych domen przez uczestniczącego w nim operatora. Nie ustanawia w tym zakresie identycznego, powszechnego obowiązku wykonywania wpisów przez wszystkich dostawców internetu, jaki wynika z ustawy hazardowej. Podobny efekt widoczny na ekranie nie oznacza takiej samej podstawy prawnej.

Przykładowa plansza ostrzegawcza udostępniona przez CERT Polska. Widoczny adres „localhost” jest elementem przykładu, a nie wskazaniem konkretnej domeny przestępczej.

Lista jest publicznie udostępniana w formatach umożliwiających automatyczne wykorzystanie. W aktualnym sposobie jej prowadzenia domeny pozostają na niej przez sześć miesięcy; jeśli zagrożenie nadal występuje, mogą zostać dodane ponownie. Posiadacz tytułu prawnego do domeny ma możliwość wniesienia sprzeciwu do Prezesa UKE, który powinien rozpatrzyć go w ciągu 14 dni. Nieuwzględnienie sprzeciwu można zaskarżyć do sądu administracyjnego. To kolejny dowód, że ograniczanie dostępności witryn i procedury kwestionowania takich działań istniały jeszcze przed nową ustawą.

Co właściwie uchwalił Sejm 8 października 2026 roku?

Określenie „nowe ACTA” jest publicystycznym skrótem, a nie nazwą prawną. Nie chodzi o ratyfikację międzynarodowego porozumienia z 2012 roku. Przedmiotem obecnej debaty jest nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw, uchwalona przez Sejm 8 października 2026 roku i przekazana do Senatu jako druk nr 865. W tym artykule porównujemy właśnie ten tekst z obowiązującymi mechanizmami.

Nowelizacja przewiduje procedurę nakazów ograniczających dostęp do treści związanych ze wskazanymi czynami zabronionymi. Katalog obejmuje między innymi oszustwa, groźby karalne, określone przestępstwa seksualne, bezprawne podszywanie się pod inne osoby oraz wybrane naruszenia praw autorskich. Uwzględnia także określone przypadki nielegalnej sprzedaży towarów i świadczenia usług. Nie jest to jednak ogólne uprawnienie do usuwania wszystkiego, co urzędnik uzna za kontrowersyjne, nieprawdziwe albo społecznie szkodliwe. Podstawą mają być konkretne przepisy i ustawowe przesłanki.

W katalogu znajdują się również art. 107 i 110a Kodeksu karnego skarbowego, odnoszące się do hazardu oraz jego reklamy i promocji. Nowa procedura częściowo wchodzi więc w obszar już objęty innymi regulacjami. Nie zastępuje jednak automatycznie rejestru Ministerstwa Finansów ani nie zmienia go w jedną wspólną listę wszystkich zakazanych stron. To odrębna konstrukcja prawna.

Najpierw konkretna treść, a w określonych przypadkach cała domena

Istotną różnicą jest przedmiot postępowania. Nowa procedura może dotyczyć określonego materiału występującego w usłudze internetowej, zidentyfikowanego na przykład przez dokładny adres URL. Oznacza to możliwość skierowania nakazu odnoszącego się do konkretnego wpisu czy publikacji. Nie każdy nakaz ma od razu powodować niedostępność całej witryny. Ustawa przewiduje jednak również odrębny rejestr domen, prowadzony przez Prezesa UKE.

Zgłoszenie domeny do tego rejestru powiązano z brakiem skutecznych środków prowadzących do wykonania nakazu i z dodatkowymi warunkami. Wystarczy spełnienie jednej z ustawowych przesłanek: strona stale lub w przeważającym zakresie rozpowszechnia nielegalne treści; ograniczenie dostępu wyłącznie do wskazanych materiałów jest technicznie niemożliwe albo oczywiście nieskuteczne; lub usługodawca nie wykonał decyzji mimo dodatkowego wezwania. W tym ostatnim przypadku wezwanie ma wyznaczać termin nie krótszy niż 24 godziny od doręczenia.

Po wpisie operatorzy mają maksymalnie 48 godzin na wykonanie blokady domeny, przy użyciu mechanizmu odwołującego się do DNS. Przewidziano też przekierowanie do komunikatu UKE i przywrócenie dostępu po wykreśleniu wpisu. Pod względem technicznym przypomina to system hazardowy. Pod względem prawnym różni się jednak zakresem spraw, organami, procedurą poprzedzającą wpis i środkami ochrony.

Kto ma decydować o blokadzie?

Wnioski o nakaz będą mogły składać podmioty wskazane w ustawie, w tym prokurator, Policja, organy Krajowej Administracji Skarbowej, uprawnieni z praw autorskich oraz usługobiorcy. Dla części wnioskodawców i sytuacji przewidziano dodatkowe warunki, między innymi wcześniejsze skorzystanie z mechanizmu zgłaszania treści u dostawcy hostingu. Samo zgłoszenie materiału nie jest jeszcze nakazem jego zablokowania.

Zasadnicze kompetencje przyznano Prezesowi UKE i Przewodniczącemu KRRiT. Ten drugi ma zajmować się treściami na platformach udostępniania wideo w rozumieniu ustawy o radiofonii i telewizji. Nie należy tego upraszczać do stwierdzenia, że KRRiT będzie rozpatrywać każdy film znaleziony w internecie. Prezes UKE ma być właściwy w pozostałym zakresie. W administracyjnym trybie nakaz ograniczenia dostępu wymaga ustalenia, że zgromadzone dowody w sposób niebudzący wątpliwości świadczą o nielegalnym charakterze treści.

Ustawa przewiduje również sprawy kierowane do sądu. Dotyczy to treści związanych z czynami wskazanymi w art. 119 § 1, art. 256 § 1–2 i art. 257 Kodeksu karnego oraz nawoływaniem do ich popełnienia. Nie jest więc prawdą, że każdy rodzaj wypowiedzi objęty nowym mechanizmem ma być rozstrzygany wyłącznie przez urzędnika. Podział kompetencji trzeba uwzględnić, zanim sformułuje się zarzut całkowitego usunięcia sądów z procedury.

Autor ma możliwość obrony, ale terminy są krótkie

Dostawca usługi ma przekazać autorowi zakwestionowanej treści informację o postępowaniu. Autor może przedstawić stanowisko i wyrazić zgodę na udział jako strona. Na przesłanie stanowiska przewidziano dwa dni od otrzymania informacji. To konkretny element wymagający krytycznej oceny: możliwość wypowiedzenia się jest ważną gwarancją, ale jej praktyczna wartość zależy także od czasu potrzebnego na przeczytanie zawiadomienia, zebranie materiałów i przygotowanie odpowiedzi.

Od decyzji administracyjnej ustawa przewiduje sprzeciw do sądu powszechnego, zasadniczo w terminie 14 dni od doręczenia, składany za pośrednictwem organu wydającego decyzję. Zawiera również szczególne zasady liczenia terminu w odniesieniu do autora treści, któremu nie można było doręczyć decyzji albo który wcześniej nie przedstawił stanowiska. Nie należy zatem zakładać, że brak uczestnictwa na początku procedury automatycznie zamyka każdą późniejszą możliwość jej zakwestionowania.

Osobno uregulowano nadawanie rygoru natychmiastowej wykonalności w sprawach dotyczących wskazanych przestępstw seksualnych, w tym określonych treści z udziałem małoletnich. Nie wolno mieszać terminu na stanowisko, terminu na sprzeciw i zasad wykonania nakazu – to różne elementy postępowania. Nie należy również obiecywać, że każdy rodzaj blokady zawsze czeka na prawomocne rozstrzygnięcie sądu. Ustawa zawiera szczególne tryby i wyjątki.

Rejestr hazardowy jest jawny. Nowy rejestr UKE ma mieć ograniczony dostęp

To jeden z najważniejszych punktów porównania. Ustawa hazardowa wprost zapewnia jawność rejestru i prawo dostępu do jego danych. W nowelizacji uchwalonej 8 października przewidziano natomiast, że dostęp do rejestru UKE przysługuje Prezesowi UKE, Przewodniczącemu KRRiT oraz określonym przedsiębiorcom telekomunikacyjnym. Wyłączono też stosowanie do tego rejestru ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nie ma to więc być ogólnodostępna wyszukiwarka działająca na zasadach znanych z rejestru hazardowego.

Nie oznacza to całkowitej tajności wszystkich rozstrzygnięć. Ten sam tekst przewiduje publikowanie decyzji na stronie właściwego urzędu, z pominięciem informacji prawnie chronionych, w tym danych osobowych, oraz ze wskazaniem, czy decyzja jest prawomocna. Publikacja decyzji i publiczny dostęp do kompletnego rejestru aktualnych blokad nie są jednak tym samym. Ustawa zapewnia pierwszy mechanizm, ale nie drugi w postaci dostępnej dla każdego listy.

Z perspektywy społecznej kontroli jest to istotna różnica. Dziennikarz, organizacja obywatelska czy właściciel serwisu mogą chcieć sprawdzić nie tylko treść pojedynczego rozstrzygnięcia, lecz również zakres wszystkich aktywnych ograniczeń. W tym obszarze nowe rozwiązanie jest mniej otwarte niż rejestr hazardowy. To konkretny zarzut dotyczący przejrzystości, którego nie trzeba wzmacniać nieprawdziwym twierdzeniem, że wszystkie decyzje będą utajnione.

Nowa procedura przewiduje także przywracanie treści

Przy krytycznej analizie nie można pomijać rozwiązań działających na korzyść użytkowników. Nowelizacja przewiduje możliwość ubiegania się o nakaz usunięcia ograniczeń niesłusznie nałożonych przez dostawcę hostingu. Ma to zastosowanie w określonych ustawą sytuacjach, między innymi gdy materiał nie jest nielegalny, a jego usunięcie stanowiło nadmierną ingerencję w swobodę wypowiedzi, lub gdy ograniczenie wynikało z oczywistego błędu usługodawcy.

Nie jest to automatyczne prawo do przywrócenia każdego wpisu usuniętego przez dowolny serwis na podstawie jego regulaminu. Pokazuje jednak, że nowelizacja nie zawiera wyłącznie narzędzi blokowania. Porównanie nie sprowadza się do prostego podziału na dotychczasowy system bez zabezpieczeń i nowy system bez zabezpieczeń. Są to różne mechanizmy, których zalety i ryzyka trzeba oceniać osobno.

Rejestr hazardowy i „nowe ACTA” – najważniejsze różnice

ObszarObowiązujący rejestr hazardowyNowelizacja uchwalona 8 października 2026 roku
ZakresNielegalne urządzanie gier hazardowych oraz ich reklamowanie lub promowanie.Szerszy katalog treści związanych ze wskazanymi czynami zabronionymi.
OrganyMinister właściwy do spraw finansów publicznych i wyznaczone organy KAS.Prezes UKE, Przewodniczący KRRiT oraz sądy w przewidzianych przypadkach.
Przedmiot działaniaWpis nazwy domeny uruchamiający obowiązki operatorów.Nakaz dotyczący treści; dodatkowo blokada domeny po spełnieniu ustawowych warunków.
Termin wykonania blokady domenyMaksymalnie 48 godzin od wpisu.Maksymalnie 48 godzin od wpisu do nowego rejestru.
JawnośćPubliczny rejestr.Dostęp do rejestru ograniczony; osobno przewidziana publikacja decyzji.
Kwestionowanie rozstrzygnięciaSprzeciw od wpisu w ciągu dwóch miesięcy; następnie możliwa kontrola sądowoadministracyjna.Sprzeciw od decyzji do sądu powszechnego, zasadniczo w ciągu 14 dni; część nakazów wydaje sąd.
Usługi płatniczeZakaz udostępniania; 30 dni na zakończenie usług już świadczonych.Wpis do rejestru UKE sam w sobie nie uruchamia zakazu z ustawy hazardowej.
StatusSystem obowiązujący.Nowa procedura w tekście uchwalonym przez Sejm, wymagająca zakończenia procesu legislacyjnego i wejścia w życie.

Czy nowe przepisy już obowiązują?

Samo uchwalenie ustawy przez Sejm nie uruchamia nowych nakazów ani rejestru UKE. Analizowany tekst został przekazany do Senatu, a do zakończenia procesu legislacyjnego potrzebne są kolejne czynności przewidziane dla uchwalania ustaw. Nie należy więc przedstawiać projektowanych obowiązków tak, jakby operatorzy już musieli je wykonywać na tej podstawie.

W sejmowym brzmieniu przewidziano wejście w życie po upływie sześciu miesięcy od ogłoszenia ustawy. Nie od głosowania w Sejmie, nie od przekazania dokumentu do Senatu i nie od samego podpisu prezydenta. Ostateczna data będzie zależała od dalszego przebiegu procesu legislacyjnego, końcowego brzmienia ustawy i jej publikacji.

Skoro państwo już blokuje strony, to o co właściwie jest spór?

Istnienie wcześniejszych blokad nie dowodzi, że każda następna kompetencja jest bezpieczna i potrzebna. Byłby to równie słaby argument jak twierdzenie, że nowelizacja po raz pierwszy pozwala państwu ograniczać dostępność internetu. Każdy mechanizm trzeba ocenić przez jego cel, zakres, procedurę i możliwe skutki. Podobna technika wykonania nie oznacza podobnej skali ryzyka.

W przypadku rejestru hazardowego analizowana jest zgodność działalności lub promocji z przepisami dotyczącymi określonego rynku. W przypadku listy CERT podstawowe znaczenie ma rozpoznanie zagrożenia wyłudzeniem. Nowa procedura ma obejmować bardziej zróżnicowane materiały i sytuacje. Przykładowo publikacja dokumentująca działalność przestępczą może zawierać cytaty albo zrzuty ekranów pochodzące od sprawców. Samo występowanie takiego fragmentu nie wyjaśnia jeszcze celu i charakteru całego materiału.

Właśnie dlatego znaczenie mają ocena kontekstu, możliwość przedstawienia stanowiska i kontrola rozstrzygnięcia. Przy blokadzie całej domeny dochodzi dodatkowy problem: ograniczenie może objąć również inne publikacje dostępne pod tym adresem. Niedostępność jednego wpisu i niedostępność całego serwisu to nie są równoważne skutki. Ustawowe przesłanki sięgania po szerszą blokadę należy traktować jako realne ograniczenia, a nie formalność.

Blokada strony nie jest likwidacją przestępczości

Skuteczność również trzeba oceniać ostrożnie. CERT Polska opisuje witryny phishingowe jako infrastrukturę tworzoną masowo, wykorzystywaną przez krótki czas i porzucaną na rzecz kolejnych adresów. Ograniczenie dostępu może powstrzymać część użytkowników przed przekazaniem danych, ale nie jest równoznaczne z ustaleniem sprawców, odebraniem im pieniędzy i zakończeniem działalności. Podobnie wpis domeny hazardowej nie musi oznaczać likwidacji przedsiębiorstwa, które z niej korzystało.

Nie wynika z tego, że blokady są bezwartościowe. Wynika natomiast, że liczba wpisanych adresów nie wystarcza do oceny skuteczności systemu. Większa lista może oznaczać sprawniejsze wykrywanie, wzrost skali naruszeń albo częstsze zastępowanie starych domen nowymi. Bez dodatkowych informacji nie wiadomo, który proces dominuje.

Przy nowych procedurach równie ważne jak liczba nakazów będą czas reagowania, zakres ograniczeń i sposób naprawiania pomyłek. Państwo powinno umieć wykazać nie tylko, ile materiałów zablokowano, lecz także dlaczego, na jak długo i ile rozstrzygnięć skutecznie zakwestionowano. Skuteczny system nie powinien być rozliczany wyłącznie z liczby zamkniętych drzwi, ale również z tego, czy zamykał właściwe.

Państwo nie dostaje pierwszej blokady. Dostaje kolejne uprawnienia

Najważniejszy wniosek jest prosty: państwowe blokowanie stron internetowych nie zaczyna się od „nowego ACTA”. W obszarze hazardu istnieje od lat, uruchamia obowiązki operatorów i wpływa na obsługę płatniczą. Osobno działa mechanizm listy ostrzeżeń przed witrynami wyłudzającymi dane. Są to przykłady różnych sposobów ingerowania w dostępność stron, a nie jedna wspólna lista prowadzona przez jeden urząd.

Nowa ustawa poszerza katalog spraw i tworzy odrębny system nakazów oraz rejestr domen. Zawiera zarówno rozwiązania budzące uzasadnione pytania – takie jak ograniczona dostępność rejestru czy krótki termin na przedstawienie stanowiska – jak i określone gwarancje, w tym udział sądów i procedurę reagowania na błędne ograniczenia nałożone przez hosting. Rzetelna krytyka powinna dotyczyć właśnie tych konkretnych rozwiązań, a nie twierdzeń, którym przeczy treść ustawy.

To, że państwo już blokuje strony, nie jest ani dowodem, że każda blokada stanowi polityczną cenzurę, ani usprawiedliwieniem każdej kolejnej. Jest powodem, żeby pytać o granice uprawnień, przejrzystość działania i rzeczywistą możliwość obrony. Nie zaczynamy od zera. Tym bardziej powinniśmy wiedzieć, jak działają istniejące mechanizmy, zanim zgodzimy się na następne.


* Dlaczego wrzuciliśmy popularnego Gimpera jako cenzurę domen zakazanych, jeśli są one jawnie wpisane do rejestru, a nasz wpis nie ma charakteru promującego, a wręcz przeciwnie? Ano dlatego:

😉 😎

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *