Ponad 65 tysięcy zgłoszonych treści i kont, zaledwie 4380 usuniętych materiałów i niemal 50 tysięcy przypadków pozostawionych bez reakcji. Tak wygląda skuteczność moderacji platform społecznościowych w świetle najnowszego raportu NASK. Opublikowane 21 października 2026 roku dane pokazują, że większość materiałów uznanych przez analityków za dezinformacyjne nadal pozostaje dostępna w internecie. Wśród zgłoszeń znalazły się fałszywe profile, manipulacje, materiały wygenerowane przez sztuczną inteligencję oraz treści wykorzystywane do promowania podejrzanych produktów i oszustw. Wyniki wywołały zdecydowaną reakcję Ministerstwa Cyfryzacji, które domaga się od platform skuteczniejszej moderacji i zapowiada dalsze działania.
Raport „Reakcja platform społecznościowych na zgłoszenia w I półroczu 2026 roku”, przygotowany przez Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK, obejmuje okres od 1 stycznia do 30 czerwca 2026 roku. Analitycy badali reakcje największych platform internetowych na zgłoszenia dotyczące manipulacji informacyjnych, fałszywych informacji oraz podszywania się pod osoby i instytucje. W zestawieniu uwzględniono między innymi Facebooka, Instagrama, Threads, X, TikToka, YouTube, Discorda, Telegram, Bluesky oraz Google Ads. Wyniki pokazują nie tylko poważne różnice w podejściu poszczególnych serwisów, ale również skalę problemu, z jakim mierzą się użytkownicy próbujący zgłaszać podejrzane treści.
65 220 zgłoszeń. Platformy usunęły zaledwie 6,7% materiałów
Z danych NASK wynika, że w pierwszej połowie 2026 roku do platform skierowano dokładnie 65 220 zgłoszeń dotyczących treści i kont uznanych za dezinformacyjne. Usunięciem zakończyło się jedynie 4380 przypadków, co odpowiada 6,7% całości. Kolejne 11 270 materiałów, czyli 17,3%, poddano innym formom moderacji, takim jak ograniczenie widoczności, oznaczenie ostrzeżeniem lub usunięcie fragmentu materiału. Pozostałe 49 570 zgłoszeń, stanowiących 76% wszystkich przypadków, nie doprowadziło do widocznych działań platform.
Oznacza to, że trzy na cztery materiały zgłoszone przez analityków NASK pozostały dostępne bez zaobserwowanej interwencji. Co istotne, nie chodzi wyłącznie o anonimowe zgłoszenia przypadkowych użytkowników, ale o przypadki analizowane i kwalifikowane przez wyspecjalizowany ośrodek zajmujący się monitorowaniem dezinformacji w polskiej przestrzeni informacyjnej. Część zgłoszeń pochodziła również od obywateli, instytucji i służb, a następnie była obsługiwana w ramach pracy analitycznej NASK.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie 49 570 przypadków stanowiły przestępstwa lub bezsporne naruszenia prawa. Raport opisuje reakcje platform na materiały zakwalifikowane przez NASK jako dezinformacyjne, a kryteria oceny treści mogą różnić się od zasad stosowanych przez poszczególne serwisy. Nie zmienia to faktu, że skala rozbieżności między zgłoszeniami a działaniami platform stawia poważne pytania o skuteczność istniejących mechanizmów moderacji.
Przeczytaj także: Dowody, że Meta ma technologię, pieniądze i dane, żeby blokować oszustów
X odrzucił niemal 79% zgłoszeń. Facebook wypada znacznie lepiej
Największa liczba zgłoszeń trafiła do platformy X, dawniej znanej jako Twitter. W analizowanym okresie serwis usunął 1438 materiałów, czyli około 2,4% zgłoszonych treści. Dodatkowe 11 230 przypadków, odpowiadających 18,7%, zostało objętych moderacją. Zdecydowanie największą grupę stanowiły zgłoszenia pozostawione bez reakcji — aż 47 464 przypadki, czyli 78,9%.
Wyniki Facebooka były wyraźnie inne. Platforma należąca do Meta usunęła 2150 materiałów, co stanowiło 63,6% skierowanych do niej zgłoszeń. Kolejne 37 treści objęto moderacją, natomiast 1194 zgłoszenia, czyli 35,3%, nie doprowadziły do działań. Na Instagramie usunięto 37,8% zgłoszonych materiałów, podczas gdy na Threads odsetek ten wyniósł zaledwie 6,9%.
TikTok usunął 618 materiałów, czyli 55,7% zgłoszeń, a dalsze trzy treści poddał moderacji. Z kolei w przypadku usług Google, obejmujących między innymi YouTube i Google Ads, usunięto łącznie 37 materiałów, co odpowiadało 11,5% zgłoszeń. Bez reakcji pozostawiono 88,5% przypadków. Najwyższy odsetek usunięć zanotowano na Bluesky, gdzie zniknęło 69 z 70 zgłoszonych treści.
Tych wyników nie należy jednak traktować jako prostego rankingu najlepszych i najgorszych platform. NASK wyraźnie zastrzega, że liczba oraz charakter zgłoszeń były bardzo zróżnicowane. Przykładowo na wynik X ogromny wpływ miała skoordynowana kampania dezinformacyjna obejmująca dużą sieć nieautentycznych kont. Porównywanie odsetków bez uwzględnienia rodzaju i liczby zgłoszeń mogłoby prowadzić do mylących wniosków. Mimo tego rozbieżności są na tyle duże, że trudno ignorować problem.
Fałszywi lekarze, fikcyjne Ukrainki i żołnierze wygenerowani przez AI
Raport NASK pokazuje, że współczesna dezinformacja coraz częściej wykracza poza zwykłe publikowanie nieprawdziwych informacji. Przestępcy i autorzy manipulacyjnych kampanii wykorzystują sztuczną inteligencję do tworzenia wiarygodnie wyglądających postaci, nagrań i całych profili w mediach społecznościowych. Takie materiały mogą służyć zarówno prowadzeniu operacji wpływu, jak i nakłanianiu użytkowników do zakupów, przekazywania danych czy kontaktu z fałszywymi osobami.
Wśród przypadków opisanych przez NASK znalazły się profile podszywające się pod ekspertów medycznych, wykorzystywane do sprzedaży suplementów. Osoba występująca w nagraniu jako lekarz mogła być w rzeczywistości cyfrową kreacją, a prezentowane przez nią wypowiedzi — wygenerowane lub zmanipulowane. Dla odbiorcy, który nie zna możliwości współczesnych narzędzi AI, taki materiał może wyglądać jak autentyczna rekomendacja specjalisty.
Analitycy zidentyfikowali również nagrania przedstawiające rzekomych polskich żołnierzy, profile wykorzystujące sztucznie wygenerowane wizerunki Ukrainek i fałszywe oferty matrymonialne. Opisano także grupę na Facebooku bezprawnie wykorzystującą wizerunek Igi Świątek oraz profil podszywający się pod Straż Miejską Miasta Krakowa. W zależności od charakteru konkretnego przypadku celem mogło być rozpowszechnianie fałszywych informacji, zdobywanie zaufania odbiorców lub promowanie określonych produktów.
To szczególnie ważny aspekt z perspektywy bezpieczeństwa internautów. Oszust nie musi już kraść czyjegoś prawdziwego zdjęcia ani przekonywać rozmówcy, że jest lekarzem, żołnierzem czy atrakcyjną osobą poszukującą znajomości. Może stworzyć kompletną, nieistniejącą postać, a następnie wykorzystać ją do budowania zaufania i manipulowania odbiorcami.
Platformy najczęściej reagują na podszywanie się. Gorzej z manipulacją i fałszywymi informacjami
Dane NASK pokazują, że skuteczność moderacji zależy nie tylko od platformy, ale także od rodzaju zgłoszonego materiału. Największy odsetek usunięć odnotowano w kategorii podszywania się pod osoby i instytucje. Spośród 1546 zgłoszonych przypadków usunięto 1215, czyli 78,6%. Dalsze 60 materiałów objęto moderacją, a 271 pozostawiono bez reakcji.
Znacznie gorzej wyglądały wyniki dotyczące fałszywych informacji. Na 1537 zgłoszeń usunięto 144 materiały, czyli 9,4%, natomiast kolejne 85 poddano moderacji. Bez działań pozostało 1308 zgłoszeń, co oznacza 85,1% przypadków.
Największą kategorię stanowiły jednak manipulacje, obejmujące między innymi materiały wyrwane z kontekstu, przerobione nagrania, deepfake’i oraz działania skoordynowanych sieci kont. Zgłoszono ich aż 62 137. Usuniętych zostało 3021, czyli 4,9%, a bez reakcji pozostało 47 991 materiałów.
Warto zauważyć, że treści podszywające się pod konkretną osobę lub instytucję bywają łatwiejsze do jednoznacznej oceny. Można stosunkowo szybko ustalić, czy profil rzeczywiście należy do banku, urzędu, polityka lub znanego sportowca. Manipulacja polegająca na wyrwaniu wypowiedzi z kontekstu albo przedstawieniu sugestywnego, lecz niejednoznacznego przekazu wymaga już znacznie bardziej skomplikowanej analizy. Nie usprawiedliwia to automatycznie bierności serwisów, ale pomaga zrozumieć, skąd mogą wynikać różnice w skuteczności moderacji.
Przeczytaj także: Meta: „zablokowaliśmy 137 tys. scamowych reklam w Polsce”. Powód do dumy czy samodonos?
Gawkowski żąda polskich zespołów moderacyjnych i szybszego usuwania botów
Publikacji raportu towarzyszyła konferencja prasowa z udziałem wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Polityk ostro skrytykował właścicieli platform społecznościowych, zarzucając im przedkładanie interesów biznesowych nad bezpieczeństwo użytkowników. Zwrócił uwagę, że materiały dezinformacyjne mogą generować duże zasięgi, a te przekładają się na aktywność odbiorców i przychody z reklam.
Minister poinformował również o wystąpieniu do platform z żądaniem utworzenia skutecznych, rozbudowanych i polskojęzycznych zespołów moderacyjnych działających z Polski. Domaga się także skrócenia czasu odpowiedzi na zgłoszenia oraz szybkiego eliminowania rozpoznanych sieci botów i fałszywych kont.
Zapowiedzi te stanowią kolejny element sporu o odpowiedzialność wielkich platform internetowych. W praktyce skuteczna walka z oszustwami wymaga nie tylko możliwości zgłoszenia pojedynczej reklamy lub konta, ale także identyfikowania całych grup profili, powiązanych stron internetowych, nieuczciwych reklamodawców i mechanizmów ich finansowania. Usunięcie jednego fałszywego profilu nie rozwiązuje problemu, jeśli osoba odpowiedzialna za oszustwo może natychmiast uruchomić kilkanaście następnych.
Walka z oszustwami nie może jednak oznaczać automatycznej cenzury internetu
Raport NASK dostarcza mocnych argumentów na rzecz skuteczniejszego reagowania na oszustwa, podszywanie się pod inne osoby i skoordynowane działania przestępcze. Nie oznacza to jednak, że każda zgłoszona treść powinna być automatycznie usuwana. Granica pomiędzy zwalczaniem oszustw a ograniczaniem legalnej wypowiedzi ma fundamentalne znaczenie, szczególnie gdy decyzje dotyczą treści politycznych, opinii lub interpretacji wydarzeń.
Fałszywy profil banku wyłudzający dane logowania, reklama nieistniejącej inwestycji czy konto wykorzystujące cudzą tożsamość do oszustwa to sytuacje wymagające zdecydowanej reakcji. Zupełnie inaczej należy traktować legalną opinię, satyrę, polemikę polityczną czy wypowiedź, która nie odpowiada poglądom instytucji zgłaszającej. W takich przypadkach nieuzasadnione usuwanie materiałów może prowadzić do nadużyć i podważania zaufania do systemu moderacji.
Dlatego poprawa bezpieczeństwa powinna oznaczać przede wszystkim szybsze reagowanie na zweryfikowane oszustwa, przejrzyste zasady moderacji, możliwość odwołania od błędnych decyzji oraz skuteczne zwalczanie zorganizowanych sieci nieautentycznych kont. Sam wzrost liczby usuniętych wpisów nie jest wystarczającym dowodem, że internet stał się bezpieczniejszy.
Kto ponosi odpowiedzialność za oszustwa rozpowszechniane w social mediach?
Współczesne platformy społecznościowe nie są już wyłącznie miejscem publikowania zdjęć i wymiany wiadomości. Stanowią ogromny ekosystem reklamowy, w którym zasięg można kupić, a treści można kierować do precyzyjnie wybranych grup odbiorców. To sprawia, że są atrakcyjnym narzędziem również dla oszustów, którzy mogą podszywać się pod znane marki, instytucje finansowe, ekspertów czy osoby publiczne.
Gdy fałszywa reklama kierująca do oszustwa pozostaje dostępna przez wiele dni, przestępcy mogą w tym czasie docierać do kolejnych potencjalnych ofiar. Co więcej, nawet po usunięciu materiału jego autorzy mogą próbować wznowić kampanię przy użyciu innych kont, domen lub kreacji reklamowych. Skuteczne przeciwdziałanie takim działaniom wymaga więc wykrywania powiązań pomiędzy poszczególnymi elementami oszustwa.
Najnowszy raport NASK nie dowodzi, że każda platforma świadomie toleruje przestępstwa. Pokazuje jednak, że istniejące procedury moderacyjne w wielu przypadkach nie zapewniają skutecznego reagowania na zagrożenia wskazywane przez wyspecjalizowaną instytucję. To problem, który powinien interesować nie tylko regulatorów, ale także wszystkich korzystających z mediów społecznościowych.
Jeśli platformy zarabiają na reklamach, przechowują informacje o użytkownikach i zarządzają mechanizmami rekomendacji treści, powinny również ponosić odpowiedzialność za stworzenie skutecznych narzędzi ograniczających nadużycia. Odpowiedzialność ta nie może jednak oznaczać przyznania im nieograniczonego prawa do decydowania, które legalne poglądy mogą być publikowane.
Najważniejszy wniosek z raportu jest prosty: walka z internetowymi oszustwami wymaga rzeczywistego działania, a nie wyłącznie istnienia przycisku „Zgłoś”. Jeśli zgłoszenie potwierdzonego podszywania się lub zorganizowanej kampanii oszustw nie przynosi rezultatu, użytkownik pozostaje bez skutecznej ochrony. Jeśli natomiast moderacja zamienia się w automatyczne usuwanie wszelkich kontrowersyjnych wypowiedzi, zagrożona staje się wolność słowa. Bezpieczny internet wymaga jednego i drugiego — skutecznej ochrony przed przestępcami oraz poszanowania praw legalnych użytkowników.
Przeczytaj także:

