Oszukańcze reklamy, fałszywe inwestycje, kradzież tożsamości i deepfake’i wykorzystywane do wyłudzania pieniędzy znalazły się na celowniku polskich parlamentarzystów. W Sejmie powstał specjalny zespół, którego zadaniem będzie wypracowanie przepisów zwiększających odpowiedzialność platform internetowych za reklamy publikowane przez przestępców. Wśród rozważanych rozwiązań znalazły się obowiązkowa weryfikacja reklamodawców, odpowiedzialność finansowa gigantów technologicznych oraz mechanizmy pomocy poszkodowanym. Jednym z najgłośniejszych postulatów jest nakładanie na platformy kar w wysokości 150% przychodów uzyskiwanych z emisji oszukańczych reklam.

6 października 2026 roku powołano Parlamentarny Zespół do spraw przeciwdziałania oszukańczym reklamom, oszustwom internetowym oraz wykorzystywaniu deepfake. Inicjatorką jego utworzenia jest posłanka Koalicji Obywatelskiej Anna Sobolak, zasiadająca również w sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. Nowe gremium ma zająć się problemem, który od lat dotyka polskich internautów, a którego skala rośnie wraz z rozwojem automatycznych systemów reklamowych i technologii sztucznej inteligencji. Celem prac nie jest wyłącznie ograniczenie działalności samych oszustów, ale również ustalenie, jaką odpowiedzialność powinny ponosić firmy, które pobierają pieniądze za rozpowszechnianie ich reklam.

Powstał specjalny zespół parlamentarny. Czym dokładnie się zajmie?

Na 20 października zaplanowano pierwsze posiedzenie zespołu, podczas którego mają zostać wybrane jego władze. Kolejne, poświęcone już konkretnym zagadnieniom merytorycznym, przewidziano na piątek, 23 października. W rozmowach mają uczestniczyć przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Finansów oraz fundacji związanej z Rafałem Brzoską, inicjatorem kampanii „150% Stop Scam”. Zespół liczył w chwili ogłoszenia tych planów sześciu parlamentarzystów, a jego inicjatorka zadeklarowała otwartość na udział posłów reprezentujących również inne ugrupowania polityczne.

Zakres planowanych prac jest szeroki. Parlamentarzyści zamierzają analizować fałszywe reklamy inwestycyjne, phishing, wyłudzanie danych i pieniędzy, przejmowanie kont w mediach społecznościowych, podszywanie się pod firmy i instytucje publiczne oraz wykorzystywanie wizerunku i głosu innych osób bez ich zgody. Szczególną uwagę poświęcono materiałom typu deepfake, które pozwalają oszustom tworzyć realistyczne nagrania przedstawiające osoby publiczne reklamujące nieistniejące przedsięwzięcia finansowe. Wśród założeń znalazło się także wypracowanie mechanizmów szybkiego reagowania na zgłoszenia, zabezpieczania dowodów i skuteczniejszej pomocy osobom poszkodowanym.

Samo powołanie zespołu nie oznacza jednak wprowadzenia nowych przepisów ani przyznania posłom uprawnień do karania platform. Zespół parlamentarny jest forum współpracy, analiz i przygotowywania propozycji legislacyjnych, a nie organem ścigania czy regulatorem rynku. Ewentualne nowe obowiązki i sankcje wymagałyby odrębnych działań prawodawczych, uwzględniających również obowiązujące przepisy Unii Europejskiej.

Budynek Sejmu RP. Nowy zespół parlamentarny ma wypracować rozwiązania dotyczące odpowiedzialności platform za oszukańcze reklamy. Fot. Piotr Waglowski, domena publiczna.

Facebook może wiedzieć, komu wyświetlić reklamę. Ale czy wie, kto za nią płaci?

Jedną z najważniejszych propozycji jest obowiązkowa i wiarygodna weryfikacja tożsamości reklamodawców. Chodzi o sytuację, w której platforma internetowa przed rozpoczęciem kampanii powinna ustalić, kto faktycznie kupuje reklamę, kto finansuje jej emisję oraz – w przypadkach podwyższonego ryzyka – kto jest rzeczywistym beneficjentem działalności reklamowej. Mechanizmy te mają przypominać rozwiązania stosowane w sektorze finansowym, w szczególności procedury KYC (Know Your Customer), służące identyfikacji i weryfikacji klientów.

Problem dotyczy przede wszystkim modelu działania internetowych systemów reklamowych. Facebook i Instagram pozwalają kierować kampanie do precyzyjnie określonych grup odbiorców, uwzględniając między innymi ich zainteresowania czy aktywność na platformie. Narzędzia te są wykorzystywane codziennie przez legalnie działające przedsiębiorstwa, ale mogą również służyć przestępcom do docierania do potencjalnych ofiar. Oszuści nie muszą już liczyć na przypadkowe wejścia na spreparowaną stronę internetową. Mogą wykupić reklamę i skierować ją do osób, które według dostępnych mechanizmów reklamowych mogą zainteresować się przedstawioną ofertą.

W proponowanym modelu ciężar odpowiedzialności za identyfikację podmiotów finansujących reklamy miałby w większym stopniu spoczywać na operatorach systemów reklamowych. Weryfikacja reklamodawcy nie oznacza przy tym obowiązku ujawniania tożsamości wszystkich użytkowników mediów społecznościowych. Mowa o podmiotach, które płacą za rozpowszechnianie przekazów reklamowych. Szczegółowy zakres takich obowiązków, sposób sprawdzania danych i zasady ich przechowywania dopiero wymagałyby określenia.

150% kary za reklamę oszustwa. Rafał Brzoska chce zmienić zasady gry

Istotnym elementem dyskusji jest inicjatywa „150% Stop Scam”, uruchomiona w sierpniu 2026 roku przez Rafała Brzoskę. Jej założenie opiera się na ekonomicznym mechanizmie odpowiedzialności: platforma, która uzyskuje przychód z emisji reklamy uznanej za oszustwo, powinna ponieść sankcję finansową wyższą od kwoty, którą na niej zarobiła. Zaproponowano administracyjną karę wynoszącą 150% przychodu z oszukańczej reklamy oraz powiązanych z nią kampanii.

Mechanizm można wyjaśnić na prostym przykładzie. Jeżeli platforma uzyskałaby 100 tys. zł przychodu z kampanii zakwalifikowanej jako oszustwo, proponowana sankcja wyniosłaby 150 tys. zł. Sama konieczność oddania pieniędzy zarobionych na reklamie oznaczałaby bowiem jedynie utratę uzyskanego przychodu, natomiast dodatkowe 50% miałoby stanowić rzeczywistą dolegliwość finansową. Zwolennicy rozwiązania zakładają, że taki mechanizm mógłby zwiększyć motywację platform do skuteczniejszego wykrywania nieuczciwych kampanii jeszcze przed ich publikacją.

Inicjatywa zakłada również powstanie funduszu kompensacyjnego dla ofiar oszustw internetowych, do którego trafiałaby część środków pochodzących z kar. Fundusz miałby wspierać osoby poszkodowane finansowo, pomagać w ograniczaniu skutków kradzieży danych i finansować działania edukacyjne. To istotne rozróżnienie, ponieważ samo usunięcie oszukańczej reklamy nie oznacza odzyskania pieniędzy przez człowieka, który wcześniej jej zaufał. Należy jednak podkreślić, że zarówno kara 150%, jak i fundusz kompensacyjny pozostają na obecnym etapie postulatami, a ich ostateczny kształt prawny nie został przesądzony.

Raport „SCAM. 12 rodzajów oszustw. Propozycje zmian prawa”, przygotowany w ramach inicjatywy #150% Stop Scam. Materiał: Rafał Brzoska Foundation.

Nawet 760 milionów złotych rocznie? Raport o reklamach Mety wywołał spór

Ważnym tłem nowej inicjatywy parlamentarnej są opublikowane we wrześniu wyniki analiz dotyczących oszukańczych reklam w serwisach należących do Mety. Fundacja Instrat przedstawiła raport „Skala problemu. Oszukańcze reklamy na platformach Mety”, w którym podjęła próbę oszacowania skali zjawiska oraz potencjalnych przychodów uzyskiwanych przez amerykańskiego giganta z takich kampanii. Według autorów opracowania przychody z oszukańczych reklam na polskim rynku mogły sięgać około 2,08 mln zł dziennie, czyli nawet 760 mln zł rocznie. Kwota ta odpowiadałaby około 37% rocznych przychodów spółki Facebook Poland, przyjętych przez analityków jako punkt odniesienia.

Liczby te wywołały duże zainteresowanie, ale również zdecydowany sprzeciw samej Mety. Firma zakwestionowała metodologię badania, wskazując między innymi na sposób klasyfikowania reklam, przyjęte założenia dotyczące ich zasięgu, częstotliwości wyświetlania i kosztów emisji oraz ograniczony zakres danych, z których wyprowadzono szacunki roczne. Kwoty 760 mln zł nie należy zatem traktować jako potwierdzonego przychodu Mety z oszustw, lecz jako szacunek przedstawiony w kwestionowanym przez firmę raporcie.

Meta przedstawia własne dane dotyczące zwalczania nadużyć. Według informacji opublikowanych przez spółkę od lipca 2025 do czerwca 2026 roku w Polsce usunięto 137 tys. reklam o charakterze oszukańczym, z czego ponad 88% miało zostać wykrytych i usuniętych, zanim ktokolwiek je zgłosił. Firma deklarowała także rozszerzenie weryfikacji reklamodawców świadczących usługi finansowe i wdrażanie narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję do wykrywania kampanii podszywających się pod znane osoby. Rozbieżności między ustaleniami badaczy a danymi przedstawianymi przez operatora platformy pokazują przy tym, jak istotne dla oceny skuteczności zabezpieczeń są przejrzystość systemów reklamowych i dostęp do wiarygodnych informacji.

Osobną analizę przedstawiła inicjatywa ScamWatch. W zbiorze ponad 1,76 mln przeanalizowanych reklam wskazano około 291 tys. materiałów uznanych za podejrzane, czyli 16,5% badanej próby. Ponad 28 tys. reklam otrzymało ocenę bardzo wysokiego ryzyka. Są to wyniki klasyfikacji konkretnego zbioru reklam, a nie dowód, że identyczny odsetek wszystkich reklam oglądanych przez przeciętnego polskiego użytkownika stanowią oszustwa. Również wiarygodność tych ustaleń została zakwestionowana przez Metę.

Fałszywe reklamy to nie tylko fikcyjne inwestycje

Oszukańcze kampanie nie ograniczają się do reklam obiecujących szybkie zyski z kryptowalut czy inwestycji giełdowych. Przestępcy podszywają się pod sklepy internetowe, znane firmy, instytucje publiczne i dostawców popularnych usług. Wykorzystują fałszywe konkursy, nieistniejące promocje, spreparowane materiały prasowe i wizerunki znanych osób. Coraz większym problemem są również materiały tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, w których głos i twarz danej osoby mogą zostać wykorzystane do promowania oferty, z którą nie ma ona żadnego związku.

Dobrym przykładem skali i mechanizmu nadużyć jest analiza opublikowana we wrześniu 2026 roku przez CERT Polska. Specjaliści opisali kampanię, w której reklamy na Facebooku informowały użytkowników o rzekomej konieczności aktualizacji aplikacji do otwierania plików PDF. Kliknięcie prowadziło do instalacji pozornie zwyczajnej aplikacji z Google Play, za którą kryło się złośliwe oprogramowanie umożliwiające uruchamianie płatnych usług bez świadomej zgody użytkownika. Badacze zabezpieczyli łącznie 1235 reklam Mety i powiązali 852 z nich z 17 aplikacjami uczestniczącymi w tej operacji.

Ten przypadek pokazuje, że sama obecność reklamy na znanej platformie nie daje gwarancji bezpieczeństwa, podobnie jak umieszczenie aplikacji w oficjalnym sklepie nie oznacza automatycznie, że jest ona wolna od zagrożeń. Oszukańczy przekaz może wyglądać jak zwyczajna oferta, komunikat techniczny lub promocja produktu. Z punktu widzenia użytkownika szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, w której przestępca wykorzystuje wiarygodność popularnego serwisu do przekonania odbiorcy, że reklamowany produkt został wcześniej sprawdzony.

Przykład rzeczywistej oszukańczej reklamy opublikowanej na Facebooku we wrześniu 2026 roku. Fałszywy komunikat o aktualizacji czytnika PDF kierował użytkowników do aplikacji powiązanej ze złośliwym oprogramowaniem. Grafika: CERT Polska.

Polska już interweniowała w sprawie Mety. Teraz czas na propozycje przepisów

Powołanie zespołu parlamentarnego nie jest pierwszą reakcją polskich władz na problem reklam wykorzystywanych przez przestępców. W sierpniu 2026 roku minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wystąpił do Komisji Europejskiej z wnioskiem o nałożenie na Metę kary w wysokości 250 mln euro za zarzucane naruszenia obowiązków wynikających z unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Wskazywano między innymi na niewystarczające przeciwdziałanie ryzyku systemowemu związanemu z oszukańczymi reklamami i nieskuteczne reagowanie na zgłoszenia. Był to jednak wniosek o podjęcie działań przez Komisję Europejską, a nie decyzja o nałożeniu na firmę takiej kary.

W przypadku nowego zespołu parlamentarnego istotne będzie określenie granic przyszłych regulacji. Największe platformy działają na wielu rynkach jednocześnie i podlegają już obowiązkom wynikającym z prawa Unii Europejskiej. Polska nie może więc dowolnie tworzyć mechanizmów dublujących unijne kompetencje regulacyjne. Propozycje dotyczące odpowiedzialności finansowej, weryfikacji reklamodawców, zabezpieczania danych i udostępniania informacji organom ścigania będą wymagały analizy ich zgodności z DSA, ochroną danych osobowych oraz przepisami dotyczącymi usług finansowych.

Nie bez znaczenia pozostaje również rozróżnienie między zwalczaniem płatnych reklam służących oszustwom a ingerencją w legalne wypowiedzi użytkowników internetu. Projektowanie mechanizmów odpowiedzialności platform powinno uwzględniać ryzyko błędnego kwalifikowania legalnych treści jako oszukańczych, potrzebę przejrzystych procedur odwoławczych oraz możliwość niezależnej kontroli decyzji. Skuteczne przeciwdziałanie przestępczości internetowej nie musi oznaczać wprowadzania nieograniczonych uprawnień do blokowania wypowiedzi.

Czy powołanie zespołu naprawdę coś zmieni?

Na obecnym etapie trudno przesądzać, jaki będzie rezultat prac parlamentarnych. Anna Sobolak zapowiada opracowanie konkretnych rozwiązań prawnych, ale nie określono jeszcze, czy przyjmą one postać poselskiego projektu ustawy, czy innej inicjatywy legislacyjnej. Nie przedstawiono też ostatecznej treści przepisów ani terminu ich ewentualnego wejścia w życie. Zaplanowane na 23 października spotkanie z przedstawicielami administracji publicznej i inicjatywy „150% Stop Scam” ma być jednym z pierwszych etapów dyskusji o proponowanych mechanizmach.

Najważniejsze pytania dotyczą dziś tego, jak wiarygodnie identyfikować reklamodawców, jak szybko usuwać reklamy służące przestępstwom, kto powinien oceniać naruszenia i w jaki sposób realnie pomagać poszkodowanym. Samo usuwanie kolejnych fałszywych kont nie rozwiąże problemu, jeżeli sprawcy mogą szybko uruchamiać nowe kampanie pod innymi nazwami. Z drugiej strony skuteczne przepisy muszą odróżniać nielegalną działalność od legalnych reklam oraz zapewniać możliwość weryfikacji decyzji podejmowanych wobec reklamodawców.

Dla polskich internautów najważniejszy pozostaje jednak praktyczny wymiar całej sprawy. Do czasu ewentualnego wprowadzenia nowych regulacji użytkownicy nadal powinni traktować reklamy obiecujące gwarantowane zyski, niezwykłe okazje zakupowe czy pilne aktualizacje oprogramowania ze szczególną ostrożnością. W przypadku podejrzenia oszustwa warto zabezpieczyć zrzuty ekranu, adresy stron, dane reklamodawcy i historię płatności, a następnie zgłosić incydent do CERT Polska, zaś w razie utraty pieniędzy niezwłocznie skontaktować się z bankiem i zawiadomić policję.

Powstanie nowego zespołu oznacza rozpoczęcie parlamentarnej debaty nad odpowiedzialnością podmiotów czerpiących przychody z internetowych reklam. O tym, czy przełoży się ona na skuteczniejszą ochronę użytkowników, zdecydują jednak dopiero konkretne przepisy, sposób ich egzekwowania i rzeczywiste efekty działań wobec oszukańczych kampanii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *